07.11.2015

Wyzwanie miniaturkowe #4

TEKST 4


- żółta taksówka, niechciany pasażer
- korek w mieście

"Taksówka miłości"


Nadszedł piątkowy wieczór, dużo chłodniejszy jak poprzednie, pobliskie drzewa uginały się pod ostrym naciskiem zimnego wiatru, a pewna brązowowłosa kobieta mocno przyciskała do piersi poły swojego eleganckiego płaszcza okropnie przy tym drżąc z zimna.
Praca wymagała od niej zawsze nienagannego wyglądu, a łączył się z tym obowiązek noszenia biurowego stroju, który składał się ze spódnicy do kolan, zwykłej jednokolorowej koszuli i eleganckich szpilek. W końcu pracowała w ministerstwie, była zastępcą dyrektora działu, musiała się jakoś prezentować. Kobieta uwielbiała swoją pracę, lubiła też swój codzienny uniform, dobrze czuła się w kobiecych, niewyzywających, a bardzo dobrze modelujących jej kształtną sylwetkę strojach. Chodź w tym momencie ostro przeklinała brak spodni i wysokie czarne szpileczki. Odczuwała każdy mrożący kości powiew wiatru pod cienkim materiałem, a nogi ledwo utrzymywały równowagę na kamienistym podłożu. Stała tak już od około dziesięciu minut usiłując złapać taksówkę. Każda jej próba kończyła się porażką, wszystkie pojazdy były zajęte, chodź nie ma się co zbytnio dziwić, w końcu mieliśmy piątek wieczorem. W takich godzinach normalni młodzi ludzie zbierają się w grupy i jadą do klubu, kina, czy restauracji. Brunetka natomiast nie była duszą towarzystwa, od zawsze preferowała spokojne, ułożone życie, już od pierwszego roku szkolnego wszystkie wolne chwile spędzała w bibliotece, pomiędzy regałami poświęconymi najrozmaitszym tytułom. To zamiłowanie zostało w niej nawet po ukończeniu szkoły, uwielbiała spędzać wieczory siadając obok kominka z ciepłą herbatą w dłoni i nową ciekawą książką. W weekendy spotykała się z przyjaciółmi, by porozmawiać, czy powymieniać się najnowszymi informacjami ze świata magii. Czasem nawet wyskoczyła ze swoją najlepszą przyjaciółką Ginny Weasley na małe kobiece zakupy, na których więcej się nudziła niż bawiła, oczywiście nie dając tego po sobie poznać koleżance.
 Wiele osób z jej roku postanowiło podjąć prace w Ministerstwie Magii, cieszyło ją to, gdyż często widywała kolegów na korytarzach, czy w windach budynku, dawało jej to poczucie, że Hogwart nie zniknął, że jej magiczna przygoda nadal trwa, tak jakby nic się nie zmieniło. Można uznać, że wszystko zostało po staremu, a byłoby to najlepsze określenie, gdyby nie fakt, że jak na złość przyszło jej pracować ze swoim największym wrogiem ze szkolnych lat. O zgrozo, gdyby tego było mało to Draco Malfoy został dyrektorem działu i to jego zastępcą była dziewczyna, a co za tym idzie byli zmuszeni współpracować.
Początki były naprawdę ciężkie, żadne z nich nie chciało ustępować drugiemu, każde miało inny pomysł na rozwiązanie jakiejś sytuacji, kompromis pomiędzy tą dwójką był niemożliwy, można uznać, że takie słowo nie występowało w ich słowniku. Kłócili się, sprzeczali przy każdej możliwej okazji, chodź nie było to tak otwarte, jak za czasów szkolnych. Teraz posiadali pracę, pełnili ważne funkcje na odpowiedzialnych stanowiskach, więc nie wypadało wrzeszczeć na siebie tak by inni mogli się temu przysłuchiwać. Początkowo ich sprzeczki opierały się na cichych szeptach i obraźliwych uwagach, które kierowali bezpośrednio do siebie. Następnym etapem były małe, złośliwe akcje jakimi obdarzali się wzajemnie, jedno za wszelką cenę chciało skompromitować drugie, żadne z nich nie chciało odpuścić. Ciągnęły się te ich przekomarzania przez kilka dobrych miesięcy coraz bardziej zmieniając swój charakter. Po jakimś czasie kąśliwe uwagi stały się na nieco zabawniejsze, a psikusy nabrały mniej obraźliwej formy, a bardziej żartobliwej. Powoli zaczynali się znosić, dogadywać, współpracować. Była to niewielka zmiana, niemal przez wszystkich niezauważalna, ale bardzo znacząca. Po roku wspólnej pracy potrafili zamienić ze sobą nawet kilka zdań pozbawionych wszelkich kąśliwych uwag.
Tak jak dzisiejszy wieczór, tak i wiele innych potrafili spędzać wspólnie, siedząc przy jednym biurku i dyskutując na tematy dotyczące spraw do natychmiastowego rozstrzygnięcia w pracy. Dzisiejszego dnia te dyskusje nieco się przeciągnęły i Hermiona opuściła biuro dwie godziny później niż normalnie. Pozbierała się szybko i wyszła zanim Draco zdążył w ogóle podnieć się ze swojego miejsca. Nie chciała wychodzić razem z nim, nie chciała patrzeć jak prowadzi swój nowiutki, błyszczący i bardzo drogi mugolski samochód. Niepojęte dla niej było, jak osoba tak nienawidząca mugoli mogła korzystać z ich wynalazków i udogodnień codziennego życia. Możliwe że była tak zaślepiona nienawiścią do blondyna, że nie dostrzegła jego niewielkiej zmiany, nastawienia do niemagicznych osób. Była to ledwie dostrzegalna różnica w chłopaku, która nie wiadomo skąd się pojawiła, a która bardzo mu się podobała.
Stała na chodniku obok zatłoczonej ulicy trzęsąc się niemiłosiernie, z prawą lodowatą ręką wyciągniętą w kierunku drogi, kolejna taksówka przejeżdżała pełna. Przez głowę dziewczyny przebiegła myśl, że jak tak dalej pójdzie, to może nie wrócić dzisiaj do domu i zamarznąć na ulicy. Minęła kolejna minuta, a młoda kobieta zaczęła powątpiewać we własne szczęście. Kiedy to nagle dojrzała jedną jedyną pustą taksówkę, momentalnie jej ręka wystrzeliła w powietrze, starając się zatrzymać pojazd. Ucieszona, widząc że samochód zjeżdża na pobocze ruszyła w tamtym kierunku.
Niemałe było jej zaskoczenie kiedy dostrzegła przed sobą dużo wyższą postać, w drogim, szytym na miarę czarnym płaszczu. Poznałaby tą osobę nawet z odległości kilku kilometrów, w końcu chłopak posiadał bardzo charakterystyczne niemal platynowe włosy, które w tym momencie mierzwiła porywista pogoda.
Dziewczyna nie mogła dać Malfoy’owi wsiąść do tej taksówki, gdyż była ona przeznaczona dla niej, zbyt długo marzła by teraz tak łatwo odpuścić. Podeszła do chłopaka nim ten zdążył złapać za klamkę od drzwi.
- Malfoy!
- Granger? Co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony.
- Staram się złapać taksówkę do domu – odpowiedziała szczekając zębami z zimna.
- A to powodzenia Granger i do poniedziałku – odezwał się szybko i począł otwierać drzwi.
- Malfoy! – wykrzyczała ponownie, starając się przybrać przy tym groźna minę.
- Co znowu? – zapytał podirytowany, spoglądając na kierowcę pojazdu, który żywo gestykulując pokazywał im, że mają wsiadać.
- To jest moja taksówka – stwierdziła.
- Nie widzę podpisu, a więc sorry Granger, gdyby było cieplej to pewnie wymieniłbym z tobą kilka uroczych uwag, ale sama rozumiesz… – odpowiedział po czym pociągnął za klamkę mocniej i zaczął wsiadać do tyłu pojazdu. Dziewczyna nie dała za wygraną, widząc manewr  chłopaka, podbiegła (na ile jej szpilki pozwoliły) do drugich drzwi samochodu i usadowiła się na tej samej tylnej kanapie co blondyn, mocno zatrzaskując za sobą drzwi.
-Co ty do cholery robisz Granger? – zapytał mało uprzejmie.
- Jadę do domu – stwierdziła z poważną miną.
- Jakbyś nie wiedziała Granger, to nie mieszkamy razem.
- Bogu dzięki. Nie wytrzymałabym z takim rozkapryszonym facetem w jednym domu.
- A ja z taką przemądrzałą, wszystkowiedzącą babą.
Ich wymiana zdań trwałaby nieco dłużej, gdyby nie stanowczy głos kierowcy.
- Przepraszam że przerywam, ale czy mają państwo zamiar podać adres? – mężczyzna wyglądał na lekko zniesmaczonego kłótnią odbywającą się w jego pojeździe.
- To będzie Sun Street 4 – wyrzuciła szybko z siebie dziewczyna chcąc uprzedzić Malfoy’a.
- Granger, czy ktoś pozwolił ci się odezwać? – zapytał blondyn, ale dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, bo drzwi od jej strony się otworzyły i ktoś nieproszony władował się do środka gwałtownie ją przy tym przesuwając na środek tak, że w tym momencie stykała się całą lewą połową ciała z arystokratą.
- Koochaaniii – zaczął niespodziewany gość mocno przeciągając samogłoski – jak dobrze was widzieć. Proszę pod Restaurację Starway – drugą część zdania skierował do kierowcy żółtej taksówki, który szybko podłapał nazwę i ruszył przed siebie, zanim pozostała dwójka młodych ludzi na powrót zaczęłaby się kłócić.
- Co do jasnej cholery się tu wyprawia?! – wrzasnął Malfoy, na tyle głośno, że starszy mężczyzna na przednim siedzeniu podskoczył znacząco.
- To kara, za wszystkie twoje życiowe błędy Malfoy, nie wiem tylko dlaczego ona dotyka też mnie – odpyskowała nieco spokojniej brunetka.
- Zamknij się Granger – rozkazał – co tu robisz Blaise?
- Nie denerwuj się stary. Nie mogłem złapać taksówki, a jak was zobaczyłem to pomyślałem, że to moja szansa, muszę się jak najszybciej dostać do tej restauracji – wytłumaczył – O Granger, ładnie wyglądasz.
- Nie dziękuję Zabini. Malfoy, gdzie się podział twój nowiutki wóz? – zapytała z ciekawością w głosie.
- Nie twój interes Granger. Blaise, oszalałeś? Ta restauracja jest na drugim końcu miasta.
- Nie denerwuj się Smoku, dojedziemy tam zanim zdążysz wypowiedzieć słowo korek. – zapewnił przyjaciela Zabini.
- Korek – odezwała się siedząca pomiędzy mężczyznami kobieta, wskazując dłonią na zapchaną samochodami ulicę.
- Niech cię szlag Zabini!
- To nie moja wina, że posiadam moce tak potężne o jakich się nie śniło. – odpowiedział czarnoskóry chłopak z wymalowaną na twarzy powagą.
- Ty chyba posiadasz jedynie głupotę. Granger przestań się śmiać, bo dostaniesz ode mnie urokiem.
- Grozisz mi? – zapytała, nadal się uśmiechając.
- Jak mi brakowało tych waszych szkolnych kłótni przez ten rok.
- Jak się nie zamkniesz, to oderwę ci łeb Blaise, przysięgam – zagroził przyjacielowi.
- Co ty taki nie w humorze Malfoy jesteś? – zapytała zaciekawiona.
- Nie twój interes Granger, lepiej nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy.
- Draconie Malfoy, dlaczego nie podzielisz się jakże ciekawa informacją dotyczącą twojego obecnego stanu ducha z naszą przesympatyczną koleżanką? – zapytał oficjalnie brunet, starając się pohamować śmiech.
- Ja na prawdę nie żartuję, zaraz was stąd wyrzucę – burknął z groźną miną chłopak.
- Malfoy najwidoczniej nie kwapi się opowiadać o swoich uczuciach, kontynuuj Zabini – poleciła,  a zapytany nawet się nie zawahał przed odpowiedzią, tylko rozentuzjazmowany rozpoczął kilkuzdaniową historię.
- Nasz kochany blondasek – Malfoy zrobił groźna minę w kierunku bruneta, gdyż nie nawidził jak ktoś nazywał go blondaskiem – zaparkował swoją przecudną furę na zakazie, nie małe było jego zdziwienie jak nie zastał swojego samochodu przy drodze. Mówię ci Granger, nieźle byś się uśmiała widząc jego minę – zachichotał na koniec.
Hermiona słysząc tę krótką opowieść uśmiechnęła się szeroko i pokiwała z niedowierzaniem głową. Malfoy i mandat, toż to historia miesiąca.
- Biedaczysko bez samochodu – mówiąc to spojrzała na czerwonego ze złości blondyna.
- Jakie śmieszne, bo tobie Granger nie zdarzyło zrobić nic głupiego, kobieta perfekcyjna się odezwała.
- Jak miło że po siedmiu latach wspólnej nauki i po roku wspólnej pracy w końcu zauważyłeś, że jestem kobietą.
- Nie schlebiaj sobie, to tylko przejęzyczenie.
- Przestańcie się w końcu kłócić, porozmawiajmy o czymś przyjemnym – zaproponował Blaise.
- NIE! – odpowiedziały mu dwa na co dzień niezgadzające się ze sobą głosy.
- Jak nie chcecie, to w takim razie ja zaszczycę was moimi ciekawymi opowieściami.
I po tych słowach chłopak rozpoczął długi, momentami porywający monolog. Blaise Zabini był bardzo gadatliwą osobą, uwielbiał opowiadać najróżniejsze sytuacje z własnego, jak i cudzego życia, potrafił mówić szybko, nieustannie, nie dając słuchaczowi ani sekundy na zastanowienie, czy próbę wtrącenia własnych spostrzeżeń, nie mówiąc już o przerwaniu historii w połowie.
Tak więc czas oczekiwania w długim korku minął trójce młodych ludzi w bardzo szybkim tempie i nim się spostrzegli samochód podjechał pod ekskluzywną mugolską restaurację. Hermiona patrzyła przez lekko zaparowaną szybę na główne wejście do budynku wyłożone czerwonym jak krew materiałem ciągnącym się po pięknych marmurowych schodach, aż po same drzwi wejściowe, które swym wyglądem oczarowywały gości lokalu jak i przechodniów. Przez srebrzyste szklane drzwi i rząd wysokich równie zapierających dech w piersiach okien można było dostrzec jeszcze piękniejsze wnętrze restauracji. Długie rozłożyste żyrandole zwisające z sufitu, pięknie ozdobione błyszczące się ściany i liczne stoliki zarezerwowane tylko dla wymagających klientów. Wieńczyła to wszystko delikatna muzyka wygrywana przez orkiestrę w rogu sali. Miejsce było niemal bajkowe, każdy marzył by chodź raz usiąść na jednym z ozdobnych szklanych krzeseł lokalu, lecz nie każdemu było to dane, gdyż rezerwacja miejsca kosztowała majątek. Nie każdy był w stanie przeznaczyć swoją półroczną pensję na jedną kolację w tym lokalu. Hermiona Granger była kobietą która już od dziecka marzyła o posiłku w tak eleganckim miejscu.
- Miło było spędzić z wami czas i hmm… do zobaczenia następnym razem – powiedział szybko Blaise i wyciągnął kilka banknotów z kieszeni po czym podał je taksówkarzowi i nie czekając na resztę prędko opuścił pojazd kierując się w stronę restauracji.
- Na Sun Street 4 poproszę – odezwała się dziewczyna, a taksówkarz momentalnie zawrócił pojazd.
-  Wiesz co Granger, nie jesteś w cale taka zła, bo przynajmniej nie gadasz tyle co Zabini.
- Wiesz co Malfoy, nie jesteś w cale taki zły,bo… - chwila zastanowienia – sorry nic nie wymyśle, jednak jesteś – odpowiedziała wesoło brunetka.
- Zabawne, bardzo zabawne – odpowiedział przyglądając się siedzącej po drugiej stronie dziewczynie.
Musiał przyznać, że pomijając jej pochodzenie i fakt, że się nienawidzą, to Granger była naprawdę ładna. Może nie tak ładna jak modelki z kolorowych gazet, ale posiadała w sobie pewnego rodzaju wdzięk który kusił mężczyzn. Była delikatna i subtelna na co dzień, ale kiedy zaszło jej się za skórę, to lepiej było uciekać, bo potrafiła pokazać pazur kocicy.
Początkowo, kiedy młody Malfoy dowiedział się z kim przyjdzie mu pracować w ministerstwie załamał się totalnie, bo jak można być na tyle głupim, by dać im posadę w tym samym dziale, a co dopiero nakazać wspólnej współpracy. Pierwsze tygodnie były najgorsze, arystokrata wyżywał się na niewinnej Hermionie zbyt często, dając otwarcie do zrozumienia, że ta posada nie jest dla niej. Ku jego zaskoczeniu dziewczyna nie pozostawała mu dłużna, kontratakowała. Po jakimś czasie ich stosunki lekko się uspokoiły, a blondyn po raz pierwszy spojrzał na swoją współpracownicę pod innym kontem. Czasem kiedy przechodziła koło jego biura w tej swojej obcisłej spódniczce, tupiąc radośnie obcasami nie był w stanie odwrócić od niej wzroku. W takich momentach sam karcił się w duchu za swoje głupie zachowanie i nieprzyzwoite myśli względem najbardziej znienawidzonej byłej szkolnej koleżanki. Takie myśli w głowie Dracona z czasem pojawiały się coraz częściej , a sam ich właściciel nie był w stanie sobie z nimi poradzić i w ciągu dalszym, chodź już nieco delikatniej dogryzał brunetce.
- Dlaczego się na mnie gapisz Malfoy? – zapytała zdezorientowana, widząc wpatrującego się w nią od kilku minut chłopaka.
- Bo zastanawia mnie fakt jak tak drobnie „coś” może być tak wkurzające – odpowiedział złośliwie, tym samym ukrywając przed dziewczyną swoje prawdziwe myśli.
- Och, wypraszam sobie, równie dobrze mogłabym to powiedzieć o tobie – odpyskowała.
- Twoim zdaniem jestem drobny Granger? – zapytał  rozbawieniem, poluzowując delikatnie krawat kiedy młoda kobieta nieświadomie założyła nogę na nogę odsłaniając kawałek nagiego uda.
- Może nie tyle drobny, co marnej postury  – odpowiedziała niezgodnie z prawdą.
Czuła się dziwnie kłamiąc Malfoy’owi, a tym bardziej, że kłamała jemu na jego własny temat. Draco Malfoy nie był Hermionie wcale obojętny, już pod koniec ostatniego roku w Hogwarcie jej nastawienie względem chłopaka nieco się zmieniło, może to pod wpływem koleżanek z dormitorium, które każdej nocy wzdychały do młodego Malfoy’a, lub jego nieznaczna zmiana na lepsze, w stosunku do otaczającego go świata. Dziewczyna żyła w przekonaniu, że każdy posiada serce, nawet taki zapatrzony w siebie arystokrata czystej krwi, tylko jedni je ukrywają pod grubym kamienistym murem.
Kiedy odkryła w sobie uczucie inne jak nienawiść do blondwłosego chłopaka, to za wszelką cenę próbowała je zabić, tworzyła listę wad arystokraty, powtarzała jak modlitwę słowa „nienawidzę Malfoya, nienawidzę Malfoy’a”, lecz żadne z obranych przez nią metod nie dawało rady wypędzić z jej głowy arystokraty. Pogodzona z sytuacją żyła dalej, aż nie dotarła do niej wiadomość o wspólnej pracy z chłopakiem. Nieokiełznana była jej złość na tą informację, poświęciła wiele godzin by wypędzić jego obraz ze swojej głowy, a teraz przyszło jej z nim współpracować. To było niemal jak zła czysto-krwista ciążąca na niej klątwa. Po paru dniach pogodziła się z tym faktem i postanowiła ignorować i jak najczęściej unikać irytującego ją osobnika. Do dnia dzisiejszego nawet jej się to udawało. Nie spędzała czasu z młodym malfoy’em sam na sam, jedynie tyle ile było konieczne. Za wszelka cenę chciała pozbyć się niewygodnego uczucia jakie ją ogarniało w jego obecności.
Taksówka powoli wyjeżdżała z długiego hałaśliwego korku, a dwoje młodych ludzi beznamiętnie wbijało swe spojrzenia w przednią szybę pojazdu. Możliwe, że starali się tam doszukać wyjaśnień obecnego niewygodnego położenia. Byli jak dwie strony medalionu, tak różni, a jednak w jakiś sposób identyczni, ceniący podobne wartości i żywiący do siebie podobne uczucia.
Niezręczną ciszę przerwały nuty płynącej z radia cichej mugolskiej piosenki, uwielbianej przez obojga „All for love”.
- Można prosić głośniej – zapytali w tym samym momencie kierowcy i czym prędzej odwrócili speszone spojrzenia w przeciwne strony.
Muzyka zabrzmiała głośniej, wypełniając sobą całą pustą przestrzeń taksówki, a wraz z nią nadeszły wspomnienia szkolnych lat i szereg pytań dlaczego?
Dlaczego traktował ją tak źle od tylu lat?
Dlaczego nie mógł zaakceptować takiej jaka była?
Dlaczego los sprawił, że musieli spędzać z sobą prawie każdy dzień?
Dlaczego znaleźli się teraz w tej samej taksówce, na zatłoczonej ulicy?
Te pytania rozbrzmiewały w ich głowach niczym echo. Powracały z każdą próbą odgonienia, przebijały się w ich myślach na pierwsze miejsca. Nienawidzili się od tak dawna, ale czy to na pewno nadal była nienawiść? Przecież Miłość i nienawiść oddziela tylko jedna cienka granica.
Spojrzeli na siebie w tym samym momencie, a oczy obojga wyrażały wewnętrzne cierpienie, potęgowane miłosnymi słowami płynącej z głośników piosenki. Gdzieś głęboko w środku pragnęli być razem, ale rozsądek stawał ponad serce.
Nie mrugali, niemal nie oddychali, wpatrzeni w siebie nie starający się wypowiedzieć chociażby jednego słowa, nie były one potrzebne, te spojrzenia mówiły wszystko. Może to i dziwne, niedorzeczne, ale czas dla nich zatrzymał się na jedną niewielką chwilę, dając im szanse na zrozumienie własnych uczuć
Piosenka wydawała się również jakby dłuższa, płynąca nieustannie, niekończąca się, emanująca magią. Nie wiadomo kiedy znaleźli się pod domem dziewczyny. Niewielkim parterowym domkiem z uroczym ogródkiem.
Ostatnie spojrzenie.
Delikatny uśmiech posłany w kierunku blondyna i ledwo słyszalne słowa brunetki.
- Może jeszcze kiedyś się przejedziemy… – zagryzła malinowe usta ze zdenerwowania przymykając również powieki. Seksownym kobiecym ruchem opuściła ciepłe wnętrze samochodu, zostawiając blondwłosego chłopaka w lekkim szoku. Ruszyła powolnym krokiem do drzwi wejściowych nie oglądając się już za siebie, taksówka odjechała dopiero kiedy piękna brunetka zniknęła z drewnianymi drzwiami.

*

Następnego ranka na jej parapecie pohukiwała drobna sówka, trzymająca tajemniczą białą kopertę. Jak się okazało koperta zawierała w swoim wnętrzu jedno pięknie zdobione, błyszczące milionami gwiazd zaproszenie do ekskluzywnej restauracji i chyba nie trzeba tłumaczyć od kogo.



8 komentarzy:

  1. 1) 1/3 pkt - była taksówka, ale bez koloru, był korek, był niechciany pasażer, a jeśli chodzi o obrazek, to nie wydaje mi się, żeby był uwzględniony. W tekście wyraźnie zaznaczono, że Hermiona nosiła jednokolorowe koszule i spódnice, więc autor wręcz podkreślił rozbieżność z obrazkiem. Sama atmosfera obrazka wydaje mi się również inna, niż atmosfera opisu podróży.

    2) 1/3 pkt - no, oryginalności nie było. Podróż z pracy, korek i wskakujący w biegu obcy pasażer. Dokładnie tego się spodziewałam.

    3) 1/5 pkt - tutaj słabiutko. Mnóstwo błędów interpunkcyjnych, ortograficznych i językowych. Straszny chaos panował w tekście, zupełnie niespójne zachowanie i myśli bohaterów, które zmieniały się w tempie błyskawicy. Niekompletne, pourywane opisy, nienaturalne dialogi. Mam wrażenie, że autor ani razu nie przeczytał opowiadania przed wysłaniem go na konkurs, bo pojawiają się takie błędy, których nie da się nie zauważyć, gdy się choć raz wróci do tekstu po napisaniu.

    4) 1/4 pkt - mnie się niestety nie podobało to opowiadanie. Było miejscami nielogiczne (dlaczego Hermiona nie teleportowała się z biura do domu, tylko bała się zamarznięcia z powodu niezłapania taksówki? Dlaczego Malfoy też tego nie zrobił, skoro nie miał już nawet wytłumaczenia w postaci wypasionego wozu, którym chciał pojeździć? Dlaczego spojrzenia mówiły "wszystko" i skąd u licha to zaproszenie, skoro chwilę wcześniej oboje myśleli o sobie jak najgorzej?). To zakończenie moim zdaniem jest zupełnie oderwane od rzeczywistości panującej w pozostałej części tekstu.

    Podsumowując: 4/15 pkt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, hej
    No to zacznijmy:
    1) Żółta taksówka była, pasażer był, korek był. Jeżeli obrazek się liczy to nie bylo adekwatenego opisu, jeśli nie to zapominamy. Co do koloru taksówki: w NYC są żółte, a w Londynie czarne, nie podano miasta, więc nie wiem jak to potraktować... 2,5/3 pkt

    2)Oklepany pomysł, dokładnie to o czym nie chciałam czytać, bo tych Dramione są miliony. Praca, taksówka i przekomarzanie się, jak zwykle. 1/3 pkt

    3) Wszędzie pełno powtórzeń (jej, jego, swojej), błędy ortograficzne i interpunkcyjne, za dużo by przytaczać. Opisy są okropne. Jezyk, składnia, ortografia, i interpunkcja kwiczą. 1,5/5 pkt

    4) Nie podobało mi się. Oklepany pomysł i błędy. Miała być lekka mini, ale nie wyszło, ponieważ estetyka, a raczej jej brak przytłacza historyjkę. Słabo. 1/4

    Razem wychodzi 6/15 Z dobrego serca (nie złośliwości) radzę autorowi poćwiczyć ortografię i interpunkcję.
    Pozdrowienia
    DP

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej
    No to zacznijmy:
    1) Żółta taksówka była, pasażer był, korek był. Jeżeli obrazek się liczy to nie bylo adekwatenego opisu, jeśli nie to zapominamy. Co do koloru taksówki: w NYC są żółte, a w Londynie czarne, nie podano miasta, więc nie wiem jak to potraktować... 2,5/3 pkt

    2)Oklepany pomysł, dokładnie to o czym nie chciałam czytać, bo tych Dramione są miliony. Praca, taksówka i przekomarzanie się, jak zwykle. 1/3 pkt

    3) Wszędzie pełno powtórzeń (jej, jego, swojej), błędy ortograficzne i interpunkcyjne, za dużo by przytaczać. Opisy są okropne. Jezyk, składnia, ortografia, i interpunkcja kwiczą. 1,5/5 pkt

    4) Nie podobało mi się. Oklepany pomysł i błędy. Miała być lekka mini, ale nie wyszło, ponieważ estetyka, a raczej jej brak przytłacza historyjkę. Słabo. 1/4

    Razem wychodzi 6/15 Z dobrego serca (nie złośliwości) radzę autorowi poćwiczyć ortografię i interpunkcję.
    Pozdrowienia
    DP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co mi się zadziało, że nie mogę dodać normalnie komentarza, więc podczepię się pod koleżankę. Przepraszam, ale nie przebrnęłam tego tekstu. Jest tu tak mało logiki, tyle błędów językowych, stylistycznych, że nie umiem. Poza tym mnie znudziła po kilku zdaniach dlatego daję 3/15, dwa za realizacje tematu choć taksówka nie była żółta, (obrazka nie ma wcale) i jeden za chęci i poświęcony czas.

      Usuń
    2. Nic się nie stało, ja wstawiłam post dwa razy i nie wiem jak to się stało, no cóż. ;) Ja przez ten tekst ledwo przebrnęłam.

      Usuń
    3. I tak szacunek, że dałaś radę! Autorko, nie czuj się obrażona, ale jeszcze wiele pracy przed Tobą, ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, a będzie lepiej :)

      Usuń
  4. 1) Realizacja tematu 1,5/3
    Na pewno był korek, niechciany pasażer (tutaj to nawet dwóch), taksówka też, choć w wytycznych było wyraźnie, że miała być żółta. W tekście zabrakło tej wzmianki. Jednak obrazek totalnie nieadekwatny do historii. Nie zgadzał się nastrój, bo Malfoy zadowolony raczej nie był. Dodatkowo już na samym początku autorka wspomniała o mroźnym dniu i płaszczu Hermiony, podczas gdy ta z obrazka ma bluzkę z krótkim rękawem. Po prostu niedopracowane szczegóły.

    2) Pomysł 1/3
    Podejście do tematu bardzo… przeciętne. Takie trochę pójście po linii najmniejszego oporu. Wydaje mi się, że fabuła i opis bohaterów były zwyczajnie płytkie, dziecinne. Nawet jeśli coś jest wszystkim znane i zwyczajnie się im przejadło, zawsze można ująć to w taki sposób, że stanie się interesujące. Tutaj niestety zabrakło tekstowi tej duszy.

    3) Styl i język 2/5
    Oj, trochę się tutaj sypało. Niech autorka zapozna się z zasadami interpunkcji, to po pierwsze. Po drugie, często zamiast kropki były przecinki, przez co zdania wychodziły długie, zupełnie niepotrzebnie. Jak przeczytałam „szpileczki” przeraziłam się, naprawdę się przeraziłam, że dalej tekst będzie zwyczajnie przesłodzony i pełen zdrobnień, ale na całe szczęście to był tylko jednorazowy wybryk, uff (nadal jeden za dużo). Z błędów, które zapamiętałam: choć (nie: chodź – to zupełnie inny wyraz), naprawdę (nie: na prawdę), pod innym kątem (nie: pod innym kontem), w dalszym ciągu (nie: w ciągu dalszym), Malfoyowi (nie: Malfoy’owi), czystokrwista (nie: czysto-krwista).

    4) Ogólne wrażenie 2/4
    Nie uważam, że tekst był aż tak zły, jak twierdzą niektóre opinie. Owszem, były błędy językowe, były błędy logiczne, o których dziewczyny już wspomniały, więc nie będę po nich powtarzać, ale czytałam opowiadania napisane duuuużo gorzej. Tutaj przynajmniej widziałam, gdzie jest koniec, gdzie początek, dlaczego coś zostało opisane i jaki był cel autorki. Hm, nie kupuję Granger, która na komplement uprzejmego Blaise’a, że ładnie wyglądała, odpowiedziała: „Nie dziękuję.” i uważam, że niektóre zagrywki były naprawdę dziecinne. A zdanie o wspólnej przejażdżce tak mnie rozwaliło, że właściwie przez moment nie byłam w stanie dalej czytać. Było po prostu tak niedorzeczne i absurdalne. xD ALE! Nie wiem, ile autorka ma lat i ile już pisze, ale myślę, że ma potencjał. Naprawdę. Niech się nie zraża, tylko pracuje dalej, niech czyta jeszcze więcej dobrych książek i niech pisze, a na pewno styl się poprawi i wpadną nowe pomysły do głowy. :)
    Zabrakło poprawności, lekkości, pomysłu i (chyba najbardziej) dojrzałości, a one przyjdą wraz z ciężką pracą, więc trzymam kciuki za autorkę, aby się nie poddawała i dalej pisała. :)


    6,5/15

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przeczytałam tytuł tej miniaturki i chyba cieszę się, że wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi. O rany... Brzmi jak zapowiedź dennej komedii romantycznej. Normalnie słyszę Gudowskiego czytającego ten tytuł. xD
      + Tamten cudzysłów jest amerykański, a nie polski.

      Usuń

Obserwatorzy