07.01.2016

TEKST 1

Tydzień przed świętami, dnia pierwszego, Ginny podbiegła do Hermiony, klepiąc ją po plecach.

- Hermiona! – zawołała lekko przerażona, ale i podekscytowana.
- Ginewra! – odpowiedziała tym samym tonem.
- Czytałaś Proroka Codziennego?
- Nie czytuję go ostatnio. Czy coś się stało? – spytała, widząc emocje przyjaciółki.
- Ktoś zabił profesora Snape’a!

- Jak to? – odpowiedziała, starając się brzmieć wiarygodnie.
Nikt bowiem nie wiedział o jej sekrecie, który był szczelnie zamknięty w najzwyklejszej, dla nierozpoznania, szufladce w jej myślach.
- Piszą, w jaki sposób został zabity?
- Nie – odpowiedziała Ginny od niechcenia.
Hermiona wyrwała gazetę z jej rąk i spojrzała na zdjęcie zwłok.
- Jedno zasadnicze cięcie tętnicy szyjnej. Poza tym przycięcie butów, przez co jego palce zostały odcięte wraz z ich przodem. Czym sobie na to zasłużył? Pewnie niesprawiedliwie ocenił jakiegoś ucznia, który w końcu nie wytrzymał tej presji bycia najlepszym. Dość drastyczne ujęcie. Na żywo pewnie wygląda to lepiej. Może użyli jakichś filtrów, robiąc to zdjęcie? – zapytała retorycznie. – Tak, to całkiem prawdopodobne.
Ginny opadła szczęka. Nie rozumiała, skąd ten komentarz w ogóle miał miejsce.
- No co? – odparła, widząc minę przyjaciółki. – Ja tylko stwierdzam fakty. – Oddała gazetę Gryfonce i powędrowała na zajęcia.

Draco szedł korytarzem, nie spiesząc się zbytnio na obronę przed Czarną Magią. Po co w sumie ona, skoro można uczyć się zaklęć, które wręcz umacniają szemrane zamiary? W ręku miał gazetę, wydawaną codziennie od niepamiętnych czasów.
– Całkiem profesjonalnie wykonana robota – powiedział w zamyśleniu sam do siebie. – Dosyć duża determinacja.
Ciekawiło go tylko, czy zrobił to jakiś śmierciożerca, czy może zwykły, niepozorny uczeń.

* * *

Dnia drugiego Blaise podbiegł do Dracona od frontu i wcisnął mu gazetę w rękę.
- Widziałeś?! – wrzasnął prawie na cały korytarz.
- Nie krzycz mi do ucha, idioto, z odległości paru centymetrów! Nawet nie próbuj się znowu unosić, bo źle się to dla Ciebie skończy. A swoją drogą, to nie – odparł, spoglądając na zdjęcie z gazecie. – Powiedz mi, mój drogi, jak uważasz. Czy to dobrze wykonana robota? Ktoś chyba próbował ustylizować McGonagall na Voldemorta i odciął jej nos. Ręka leżąca obok miała zapewne oznaczać brak dostępu do władzy. Ten ktoś musiał to zrobić już po jej śmierci, bo inaczej ta metafora nie miałaby sensu.
- Tylko powiedz mi, po co? Nie łatwiej wypowiedzieć: Avada Kedavra, suko?
- Wytłumacz mi, Zabini, gdzie tu zabawa? – Spojrzał się pytająco w stronę przyjaciela, który jednak milczał. – No właśnie. Brak tu jakiejkolwiek uciechy z wykonywanej egzekucji. Pewnie to jakiś wyrafinowany zabójca. Więc co sądzisz o tej robocie?
- Dosyć… drastyczna. To obrzydliwe, jeśli o to mnie właśnie pytasz. Jednak widać, że to raczej profesjonalista.

* * *

Dnia czwartego wieczorem, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, Hermiona postanowiła pomyśleć w spokoju na błoniach. Ostatnie cztery zabójstwa w ciągu trzech dni nie dawały jej spokoju. Nie była sama. To, że dwie egzekucje były jej dziełem, wydawało się oczywiste. Ale kto był autorem pozostałych? W szczególności, że zginął Ron. Co prawda ich związek i tak nie miałby przyszłości, ale ktoś wkraczał na jej teren. Miała też dosyć Goyle’a, dlatego wczoraj postanowiła zakończyć jego nędzny żywot. I tak by się chłopaczyna zmarnował, więc po co to przedłużać? Wkroczyła do Zakazanego Lasu, nie zważając nawet na to, że złamała regulamin. Jej zamyślenie sięgało zenitu. Nagle usłyszała plusk. Jej but kleił się w szkarłatnej mazi. Ktoś był za pobliskim drzewem.
- Nie powinnaś być w dormitorium, panno Granger? To nie jest bezpieczne miejsce dla takich dziewczynek, jak ty. – Mężczyzna przyłożył jej różdżkę do zimnego karku.
- A co sprowadza w takie miejsce, o takiej porze, Dracona Malfoya? To dość dwuznaczna sytuacja, nie uważasz? Na Twoje szczęście nie zdążyłam jeszcze spojrzeć w dół.
Chłopak wziął jej twarz w ręce, chowając tym samym różdżkę do kieszeni.
– Na moje nieszczęście jesteś tutaj teraz. Nie orientujesz się może, kto zabił Snape’a i Goyle’a? To pytanie bardzo nurtuje mnie od pewnego czasu. Chciałbym poznać drugiego zabójcę.
- Jako, że znasz pierwszego, to drugi jest w tym lesie w bliskiej odległości od Ciebie.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Witaj w moim sekretnym świecie, Draco. Miło poznać chodzącą zagadkę, czyli ciebie, od najmroczniejszej strony. – Uśmiechnęła się obleśnie, ale nikło, do niego.
Jego dłonie w ułamku sekundy znalazły się na jej talii i poczęły jechać niebezpiecznie w dół, podciągając burgundową spódniczkę do góry.
– Nie znasz mnie jednak na tyle, byś mogła przewidzieć wszystkie moje ruchy – oznajmił. Jego stalowo-szare oczy przeniknęły całą dziewczynę w jednym spojrzeniu. Dotyk wywołał u niej mocne dreszcze, paraliżując ciało. Sprawił, że nogi się pod nią ugięły. Dłonie chłopaka szybko jednak odsunęły się od jej ud. Widząc reakcję dziewczyny, nie chciał dać Hermionie żadnej satysfakcji. Nie tak go przecież kojarzyła przez te wszystkie lata.
- Za dwadzieścia cztery godziny w tym samym miejscu, Słonko. Muszę tu póki co posprzątać. Wyśpij się, bo nie zamierzamy się nudzić jutrzejszym, mroźnym wieczorem. – Posłał szelmowski, a zarazem tajemniczy uśmiech dziewczynie. Ręce próbowały zapamiętać wcięcie w jej talii jak najlepiej, ale w końcu dały za wygraną i ustąpiły, odsłaniając drogę powrotną do Hogwartu (Draco odsunął się w końcu od jej ciała).
- Tak –  odparła. Tylko tyle zdołała wydusić z siebie dziewczyna, oszołomiona jeszcze całym zdarzeniem.
Hermiona odkleiła się w końcu od drzewa i przemknęła szybko drogę do szkoły. Nadal nie wiedziała jednak, kto leżał na ziemi.
No nic, dowiem się z jutrzejszej gazety – pomyślała.

* * *

W dzień piąty Hermiona nie mogła doczekać się spotkania z blondynem. Była zaintrygowana jego ogólnym zachowaniem i rzekomą wieczorną niespodzianką. Lekcje minęły nadzwyczajnie szybko. Hermiona od pół godziny czekała już na chłopaka w wyznaczonym wczoraj miejscu. Nie lubiła się spóźniać tym bardziej, gdy była czymś podekscytowana. Znużona lekcjami, usiadła pod drzewem i poczęła obserwować wzrokiem podłoże, sprawdzając, czy arystokrata posprzątał dokładnie. Nie zauważyła żadnych wcześniejszych śladów krwi, tak więc robota została wykonana nadzwyczaj dobrze. Szum lasu był jednolity, przez co dziewczyna zasnęła. Po paru minutach jednak dobudziło ją charakterystyczne szturchnięcie. Podskoczyła i spojrzała się w stronę winowajcy.
- Aż tak długo czekasz czy może jest tak nudno beze mnie?- rzekł z szelmowskim uśmiechem do przerażonej dziewczyny.
- Raczej to pierwsze, Malfoy. – Spojrzała na zegarek. – Spóźniłeś się.
- Skoro spałaś, nie możesz stwierdzić, czy się spóźniłem, czy nie. Równie dobrze mogłem patrzeć, jak śpisz – stwierdził.
- Dobra, dobra. Zawsze musisz mieć jakąś wymówkę. – Przewróciła oczyma. – To co będziemy robić?
- Najpierw chodźmy stąd. Jeszcze nas ktoś zobaczy i skojarzy ze śmiercią Trelawney. – Schylił się do niej i popatrzył w oczy. – A tego przecież nie chcemy, prawda?
- N-nie – wydusiła z trudem. Każdorazowe przybliżenie wywoływało u niej skrajne emocje.
Draco złapał ją za rękę i pociągnął za sobą w stronę Miodowego Królestwa. Gdy dotarli na miejsce, pokazał jej atrakcję tego wieczoru.
- Dziś, jak wiesz, jest dzień otwarty, więc łatwo znaleźć potencjalną, niczego nieświadomą ofiarę. – Mrugnął do niej porozumiewawczo. – Jeśli nie masz żadnego pomysłu, kogo chciałabyś wysłać na drugą stronę, to zaproponuję swoich faworytów.
- Właściwie to jest taki jeden… Nasz obecny prefekt mnie denerwuje.
- Nie wierzę! Mnie też! No dobra, skoro się zgadzamy, to możemy obmyślić plan.
- Okej – powiedziała, po czym zaczęła myśleć nad formą śmierci domniemanej ofiary. – Może zabawimy się w pokaz magiczny?
- Teatralnie?
- A jakże by inaczej. – Uśmiechnęła się.
- Hmm… no cóż, czemu nie?
Dwie godziny później stali na oddalonym skraju błoni, charakteryzując wszystko wokół ofiary.
- I jak to według ciebie wygląda? – zapytał nie do końca zadowolony chłopak.
- Hej! Jest całkiem spoko. No zobacz tylko na jego oderwany policzek! Nie powiesz mi , że źle to wygląda. – Spojrzała na niego, pewna swego.
- Granger, nie wiedziałem, że z ciebie taka sadystka!
- Naczytałam się chyba za dużo książek na temat średniowiecznych tortur, a do tego drobnego uszczerbku twarzy skłonił mnie horror „Koszmar z ulicy wiązów” – powiedziała z zadowoleniem.
- Co cię skłoniło? – zapytał wyraźnie zainteresowany.
- Eh, Malfoy. Zapomniałam, że ty nie rozumiesz, co to telewizja i filmy.

* * *

Dnia osiemnastego na koncie mieli już trzynaście wspólnych zabójstw. Czas spędzony razem bardzo ich do siebie zbliżył. Wspólna znajomość nie ujrzała jednak światła dziennego - byli przecież profesjonalni. Bawili się swoimi ofiarami. Każde morderstwo zainspirowane było inną rzeczą. Niekiedy potrzebowali również zwierząt. Jak na przykład w przypadku „czerwonego kapturka”, kiedy to ciało leżało w rozprutym brzuchu wilka.
- Myślałeś kiedyś nad zabójstwem krewnego? – spytała tamtego pamiętnego dnia Gryfonka.
- Nie… ale myślałem nad tym – powiedział, po czym złapał ją za tyłek.
- Malfoy! Twoje zachowanie jest karygodne! – starała się wyjść na oburzoną, jednak nie mogła powstrzymać śmiechu.
Chłopak zawtórował jej swoim parsknięciem.
– No dobra – dodał po chwili. – Reset i od nowa – powiedział i wpił się w jej delikatne usta.
- No, teraz to co innego. – Gryfonka wyszczerzyła zęby. – Jeszcze raz. Tym razem bez resetu. – Obłapiła go swoimi drobnymi rączkami i znów zaczęła całować.

* * *

W kolejnych dnia liczba zabójstw wzrastała w niepokojąco szybkim tempie. Za dwa dni miały zwyczaj odbywać się święta. Draco szykował coś specjalnego dla swojej ukochanej.
- Muszę z tobą porozmawiać – szepnęła mu do ucha brązowowłosa dziewczyna.
W jej głosie dało się wyczuć niepewność, jednak chłopak to zignorował.
- Wspaniale się składa, bo ja też mam ci coś do powiedzenia. – Uśmiechnął się. – Po zajęciach na wieży astronomicznej, Granger. Byle szybko – dodał, nie dając dojść dziewczynie do głosu.
Po lekcjach, gdy wszedł na wieżę, dziewczyna już na niego czekała.
- O, już jes…
- Ja tak dłużej już nie mogę. To chore, co robimy. Giną niewinni, a my się bawimy ich ciałami, jak kurczakiem z rożna. Poza tym, Dumbledore coś podejrzewa. Podsłuchałam jego rozmowę z Filchem.  Tak nie może być. To koniec. Ze wszystkim – wypowiedziała swoją kwestię zaledwie na dwóch wdechach.
- Ale... ale co ty w ogóle mówisz?! – krzyknął oszołomiony.
- Nie planuj zemsty. Zostaw mnie w spokoju. Po prostu zapomnijmy o wszystkim. – Podeszła i pocałowała go namiętnie. – Och... I Wesołych Świąt, Draco.

* * *

Jednak chłopak nie zapomniał. Coś w nim pękło. Mijały miesiące, a on pogrążył się w swoich czarnych myślach. Wraz z prośbą dziewczyny zabójstwa ustały, a on trzymał się od niej z daleka. Było mu ciężko, lecz wytrzymywał, by uszanować jej zdanie.
Zaraz, zaraz… od kiedy on kogoś szanuje? - taka myśl naszła go w mroźny, grudniowy poranek. Oto dziś mijała rocznica rozstania. By zmyć z siebie jakiekolwiek podejrzenia, związał się z Astorią Greengrass. Dziewczyna była ładna, taktowna. W sam raz, aby przypodobać się jego rodzicom. Byli dziś umówieni z Astorią na świąteczną kolację u Lucjusza i Narcyzy Malfoyów. Normalnie jedna, wielka, szczęśliwa rodzinka. Jednak sam był sobie winien. Chyba tylko ta myśl go pocieszała. Puścił rękę Astorii i zadzwonił do drzwi. Otworzyła im elegancka kobieta z niemal białymi włosami.
- Draco, już jesteście? Nie jestem pewna, czy wszystko gotowe, więc nie możecie wejść. – Uściskała młodych w progu, po czym zatrzasnęła im drzwi przed nosem.
- Znowu to samo. – Chłopak potarł z załamaniem czoło. – Musimy wejść w tym wypadku przez okno. Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam stać na tym mrozie i czekać, Merlin wie, jak długo.
- Masz rację. Ja też nie zamierzam tutaj stać, Draco. Które okno proponujesz, mój drogi?
- Którekolwiek – powiedział, po czym pociągnął Astorię w stronę prawego okna. Wdrapali się jakimś cudem do salonu. Zasiedli przy stole, czekając na rodziców. Gdy byli już w komplecie, rozmowa trwała w najlepsze. Chłopak zobaczył nawet na twarzy ojca pochlebny uśmiech. Kiedyś przejąłby się tym bardzo, jednak teraz nie obchodziła go jego opinia. Tak naprawdę nic go nie obchodziło.
- Przepraszam. Pęcherz wzywa. – Chłopak uśmiechnął się sztucznie. Miesiąc temu zakupił jakiś mugolski wynalazek, zwany bombą. Wysadzała ona dany obiekt z charakterystycznym “bum”. Nastawił ją na piętnaście minut. Uporał się z tym w czasie, w którym zwykle mył ręce pięćdziesiąt trzy razy. Szybko czmychnął z domu. Szedł teraz po śniegu i nagle usłyszał owe “bum”! Wyglądało to jak wysadzenie ogromnej beczki z fajerwerkami.
- Draco? – Hermiona szła w rakietach oprawionych ludzką skórą.
- Hermiona? Co ty tutaj robisz? Nie jesteś u Weasleyów?
- Jak widać, nie – stwierdziła. – Tęskniłam za tobą, Draco. Naprawdę. Bardzo chciałabym, byś znów mnie pokochał. – Patrzyła na niego z niepewnością, ale i z iskierką nadziei w oczach.

Podbiegł do niej niezdarnie, zataczając się po kolana w śniegu. Rzuciła się mu na szyję.
– Nie rób już tak więcej. Nie zniosę kolejnego rozstania, głupia szlamo. Słyszysz? Nie zniosę! – krzyknął chłopak. W jego głowie kryły się mieszane uczucia. Był jednak szczęśliwy. Trwali tak w uścisku przez dłuższą chwilę. Potem spojrzeli sobie w oczy, a ich usta zaczęły się do siebie zbliżać…
Coś śliskiego uderzyło w Draco. Świąteczny karp z czerwoną kokardą polatał sobie dziś trochę. Teraz leżał obok blondyna na ziemniakach.
- Wstawaj, śpiąca królewno! Przespałeś z godzinę, nie dość ci? – Blaise patrzył na niego, śmiejąc się przy tym.
Chłopak podniósł się szybko oszołomiony.
– Gdzie Hermiona?
- Ta szlama? Co ty bredzisz? Może te opary czerwonego barszczu ci zaszkodziły? Podejdź tu lepiej i pomóż mi, bo nie zdążymy wszystkiego zrobić, a inaczej te upierdliwe skrzaty nas nie wypuszczą. Dumbledore wyraźnie im to powiedział.
Blondyn stał, jakby jego nogi zapuściły korzenie.
– Chyba raczej, co TY bredzisz?! A co ze Snapem? Płakał ktoś po nim?
- Ja wiem, że za nim nie przepadasz, ale niestety jeszcze nie kopnął w kalendarz. Ten twój sen musiał być wyjątkowo realistyczny, że opowiadasz jakieś rzeczy rodem z Księżyca.
- Dobra, nieważne. To co mam robić?

* * *


Uwinęli się ze wszystkim w porę. Blondyna nie opuszczały nadal myśli, dotyczące rzekomego snu. Nie chciał, by to była fikcja. Pragnął mieć tę głupią Gryfonkę przy sobie. Szedł teraz razem z Blaisem korytarzem. Zrządzenie losu sprawiło, że Hermiona z przyjaciółmi zmierzała, w jego mniemaniu, wprost na niego. Kiedy ich oczy się zetknęły, chłopak posłał jej miły uśmiech. Szatynka spuściła jedynie wzrok, zmarszczyła brwi i przyspieszyła kroku, mijając go.
Bo jeśli fikcja zacznie mieszać się z prawdą, nawet Draco Malfoy może trafić do psychiatryka, wyśmiany przez cały Hogwart.

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie super :) napisany lekko i momentami slangiem

    OdpowiedzUsuń
  3. W jaki sposób mogę zagłosować? Mam podać punkty pod komentarzem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, raczej właśnie o to chodzi ;)

      Usuń
  4. Morderstwa jako sen? Fajny pomysł :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Morderstwa jako sen? Fajny pomysł :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy