07.01.2016

TEKST 2

„Last Christmas….”
W domu Malfoy’a czuć już było świąteczną atmosferę. Na każdym kroku można było natknąć się na jakiś świąteczny akcent – figurkę, świecznik czy wieniec. Mężczyzna przechodząc po domu spojrzał na łańcuch powieszony w korytarzu. Zaśmiał się pod nosem – kto by pomyślał że Ślizgon może się tak przejmować świętami? On jednak od dziecka nauczony był, aby celebrować ten czas. To jego matka zawsze dbała o pięknie ubraną choinkę, pyszne ciasta i ozdobiony dom. Ojciec się tym nie interesował. Ani mu to nie przeszkadzało, ani się nie angażował w specjalne przygotowania. Draco od dziecka uwielbiał pomagać Narcyzie w kuchni, czy przy strojeniu drzewka. Zostało mu to do dziś. Na myśl o rodzicach poczuł smutek – zginęli w trakcie wojny z Voldemortem i mimo, że nie miał wspaniałego dzieciństwa, w głębi serca ich kochał i tęsknił za nimi.
W kuchni pachniało dopiero co upieczonymi ciastami i piernikami. Ulubionym zajęciem mężczyzny było dekorowanie ich lukrem – znów się zaśmiał. Co by pomyśleli inni, gdyby zobaczyli go, uśmiechniętego od ucha do ucha, z lukrem na twarzy?  Ostatni raz sprawdził, czy wyłączył kuchenkę i światła, po czym ubierając kurtkę i szalik wyszedł z domu. Musiał jeszcze podjechać do sklepu, bo jak zwykle zostawił część zakupów na ostatnią chwilę - Boże Narodzenie już jutro. Dojechał na miejsce i wszedł do marketu. Tutaj też dało się wyczuć atmosferę świąt i to już od kilkunastu dni. Draco zrobił konieczne zakupy. W drodze powrotnej minął park, w którym bawiło się kilkoro dzieci z rodzicami. Śniegu w tym roku było bardzo dużo. Malfoy uśmiechnął się – po raz trzeci tego dnia. Sam w dzieciństwie nie miał zbyt wielu kolegów, ale zawsze bardzo chciał mieć syna, którego zabierałby w zimę na sanki, później narty. Na razie jednak nie miał nawet partnerki.
Po powrocie do domu i ostatnich porządkach, gdy poczuł że już wszystko jest gotowe, zrobił sobie ciepłą herbatę z goździkami i cytryną (od dziecka pił taką w święta) i poszedł do największego pomieszczenia w domu. Usiadł w ciepłym fotelu, naprzeciwko okna i spojrzał na salon. Już dawno był ozdobiony: w kącie stała wysoka, żywa choinka ubrana w złote i czerwone bombki. Nad kominkiem, w którym płonął ogień, wisiało kilka świątecznych skarpet. Stanowiły raczej ozdobę – Draco nie spodziewał się żadnych prezentów. W końcu mieszkał sam, a w Mikołaja już dawno nie wierzył. Właściwie… w nic nie wierzył. Zamknął oczy, delektując się zapachem ciepłego napoju i w myślach przywołał ubiegłoroczne święta.

- Draco, pospiesz się z tymi zakupami! Jeszcze nie upiekłam ciasta, a skończyła mi się mąka! – krzyknęła z kuchni kobieta. Malfoy powoli podniósł się z fotela. Stanął w progu do kuchni i spojrzał na ciemnowłosą piękność w fartuchu ubrudzonym czekoladą i sokiem z pomarańczy. Astoria odwróciła się w jego stronę.
- Draco – powtórzyła – zakupy. Teraz.
- Byłem dwie godziny temu w sklepie. Pytałem przed wyjazdem, czy zapisałaś wszystko na liście. A teraz, o dziewiątej wieczorem przypominasz sobie o mące. – westchnął patrząc w jej ciemne oczy. – Już idę. Spokojnie.
Wziął kurtkę, portfel i kluczyki do samochodu, po czym wyszedł z domu. Był z Astorią już dwa lata. Wcześniej długo się przyjaźnili. Najpierw była dla niego koleżanką – wtedy, kiedy mówił jej „cześć”, spotykając ją gdzieś przypadkiem. Później, przez jakiś czas nie chciał jej znać, ona jego także – wtedy, kiedy pomógł Granger w ucieczce przed śmierciożercami. Do tej pory nie wiedział, dlaczego to zrobił. Astoria jednak zbyt mocno go kochała – do tego stopnia, że po krótkim czasie mu wybaczyła, choć oczywiście kazała obiecać, że więcej nie dotknie tej szlamy. Była jego przyjaciółką – wtedy, kiedy przychodziła mu się wypłakać z różnych powodów, kiedy razem chodzili do kina i na łyżwy. Później została jego dziewczyną – wtedy, kiedy chodzili za rękę po parku i spotykali się sami w domu. A teraz miała zostać jego przyszłą żoną. Pragnął tego z całego serca, dlatego wybrał piękny dzień świąt na dzień oświadczyn.
Gdy wrócił ze sklepu, oczywiście z mąką, Astoria kończyła właśnie ostatnie porządki.
- Jestem, skarbie! – zawołał od progu. Kobieta wyszła z kuchni.
- Wreszcie. Ciekawe kiedy skończę tego placka, jutro już Boże Narodzenie, a przez ciebie wszystko na ostatnią chwilę – nawet nie próbowała ukrywać złości.
- Kochanie… - zaczął Draco, podchodząc do niej i zakładając kosmyk jej włosów za ucho. Astoria odepchnęła jego rękę, zabrała mąkę i poszła do kuchni.
Mężczyzna westchnął. Od jakiegoś czasu coś się psuło w ich związku. Jego partnerka coraz częściej się o coś wściekała, gwałtownie reagowała na jego dotyk czy pocałunek, nie chciała nawet się z nim kochać. On jednak kochał ją i wmawiał sobie, że po prostu jest zestresowana z powodu nowej pracy.
W dzień Bożego Narodzenia oboje wstali wcześnie rano. Draco ubrał się w pięć minut, jednak na Astorię musiał czekać jeszcze pół godziny. Oboje byli wierzący, więc wybrali się do kościoła na Mszę Świętą. Już w drodze powrotnej kobieta zaczęła narzekać, że jej zimno a  auto jest brudne. Draco puścił to mimo uszu, nie chciał psuć tego pięknego dnia. Pierwszy dzień świąt postanowili spędzić z rodzicami Astorii. Mieli oni przyjechać na obiad, więc zaraz po powrocie kobieta zabrała się za przygotowywanie posiłku.
O 14:00 wszyscy zasiedli przy stole. Rodzicie pochwalili obiad, jaki przygotowała dziewczyna, a także wystrój domu, o który zadbał Draco. Mężczyzna lubił swoich, miał nadzieję, przyszłych teściów. Byli mili i uprzejmi, ale coraz częściej miał wrażenie, że niezbyt odpowiada im to, jak żyją. Chcieli ślubu i wnuków, czego w najbliżej przyszłości nie planowała ich córka. Spędzili czas w miłej atmosferze, a wieczorem goście wyszli. Po sprzątnięciu salonu i kuchni, Astoria siadła w fotelu z książką i herbatą. Draco stwierdził, że to dobry moment. Poszedł do pokoju i z szafki zamkniętej na klucz wyciągnął piękny pierścionek z rubinem, ulubionym kamieniem swojej dziewczyny. Był on zapakowany w czerwone pudełko w kształcie serca. Draco wziął wdech i wydech, stojąc w drzwiach do salonu. Przekroczył próg i w chwili, gdy podchodził do fotela poczuł coraz większy niepokój i niepewność. Postanowił jednak, że jeśli już zaczął, to musi skończyć. Pragnął jej, pragnął aby była jego żoną i matką jego dzieci. Pragnął jej na zawsze.
- Astorio… - powiedział miękkim głosem. Gdy dziewczyna uniosła głowę znad książki, klęknął przed nią na jedno kolano i wyciągnął ku niej dłoń z otwartym pudełeczkiem. Spojrzał na nią z nadzieją i miłością. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zgodzisz się spędzić ze mną resztę życia?
Astoria otworzyła oczy ze zdumienia. Przez chwilę Draco ujrzał w nich mały błysk – smutku, współczucia, żalu? Tego nie wiedział. Kobieta zamknęła książkę i zsunęła się z fotela na dywan.
- Draco… - zaczęła cicho – Draco, przepraszam, ale… nie mogę. Przykro mi. Sam widzisz co się dzieje – nie jest już tak jak dawniej, nie potrafię cię kochać tak jak kiedyś. Nie wiem, czy kiedykolwiek cię kochałam. Jesteś wspaniałym mężczyzną, troskliwym, przystojnym zabawnym – takim, o jakim marzy każda. Dostałam wielką szansę, na jaką liczy praktycznie każda kobieta – szansę na miłość, szczęście. Ale nie mogę jej wykorzystać, Draco. Nie mogę. Nie chcę ci złamać serca, ale jeśli teraz bym się zgodziła, skruszyłabym je na drobne kawałeczki. Żadne z nas nie byłoby szczęśliwe w tym związku – utknęlibyśmy jak ptaki w klatce, bez możliwości wydostania się. Dlatego nie chcę tego dłużej ciągnąć. Lubię cię Draco, bardzo cię lubię, ale nie potrafiłabym żyć z myślą, że jesteśmy nieszczęśliwi. Przepraszam.
Draco patrzył na nią od dłużej chwili. W ciągu kilku sekund całe jego życie legło w gruzach. Przez moment nie potrafił wydobyć z siebie żadnego słowa.
- M-masz kogoś innego? – zapytał złamanym głosem, przełykając ciężko ślinę. Po policzku kobiety od dłużej chwili płynęły łzy.
 Nie, Draco. To nie o to chodzi. Ale nie umiem dłużej udawać, że jestem szczęśliwa, że cię kocham. Nie chcę tego dłużej ciągnąć. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz – Astoria wstała z podłogi i wyszła z salonu.
W progu obejrzała się jeszcze za siebie. Żal ścisnął jej serce – Draco siedział na dywanie, z podkurczonymi nogami, z głową opartą na kolanach. Obok niego leżało pudełeczko z pierścionkiem. Kobieta westchnęła, było jej strasznie przykro, ale nie mogła nic zrobić. Czuła, że postąpiła słusznie i że mężczyzna kiedyś to zrozumie. Poszła do swojego pokoju, zostawiając go samego ze smutkiem i bólem, który opanował jego serce i duszę.
Draco został w salonie, nie spał całą noc. Zdrzemnął się tylko nad ranem, ale po chwili obudził go stukot. Otworzył oczy. Przez chwilę miał nadzieję, że to, co wydarzyło się wczoraj to tylko zły sen. Wyszedł z pokoju i spotkał się z Astorią – była ubrana w płaszcz i czapkę, a za sobą ciągnęła walizkę. Spojrzała na niego ze smutkiem – on odwrócił wzrok.
- Do zobaczenia, Draco – powiedziała jeszcze, wymijając go w korytarzu, po czym wyszła z domu, a po chwili odjechała taksówką. Draco wrócił do pokoju. Położył się na łóżku, kompletnie nie wiedział co ma robić, jak teraz będzie wyglądać jego życie. Wreszcie zasnął, starając się nie myśleć o niczym, jednak wszystkie wydarzenia minionych dni wróciły do niego w koszmarach.
Następnego dnia, gdy już trochę ochłonął i w miarę pogodził się z nową sytuacją, wyszedł na spacer. W tym roku napadało dużo śniegu i co kilka metrów widać było bałwany i inne śnieżne budowle. Draco wciągnął zimne powietrze. Teraz, gdy został sam w domu, nie miał już co robić, więc postanowił, że dobrze mu zrobi, jak się trochę przewietrzy. Spojrzał w niebo – gdzieś zza chmur zaglądały promyki słońca, ale i tak było zimno. Mężczyzna udał się do kawiarni, bo mimo ciepłej kurtki i szalika, porządnie zmarzł. Wszedł do budynku, ozdobionego oczywiście na świątecznie. W rogu stała choinka, a z sufitu zwisały srebrne bombki. Draco usiadł przy wolnym stoliku. Zamówił kawę i podczas oczekiwania na napój, rozejrzał się po sali. Nie było zbyt wielu osób. No tak – pomyślał – przecież są święta, kto normalny siedzi wtedy w kawiarni? W kącie zauważył starszego mężczyznę, który czytał gazetę, a z drugiej strony pomieszczenia siedziała rodzina – kobieta, mężczyzna i mała dziewczynka. Uśmiechnął się smutno – nie takie miały być te święta. Wtedy zauważył, że przy stoliku stojącym za filarem ktoś siedzi. Wychylił się i zobaczył profil kobiety. Brunetka miała na głowie czerwoną czapkę i granatowy płaszcz. Siedziała z głową opartą na jednej dłoni, a drugą ręką mieszała herbatę w filiżance. Wyglądała na przygnębioną. Draco znał tę miną – widział ją nieraz, gdy usłyszała słowo „szlama”, gdy jej przyjaciele byli w niebezpieczeństwie, gdy ona sama bała się o siebie. Draco patrzył na nią przez chwilę – nie miał odwagi podejść i porozmawiać z nią, nie po tym, jak ostatnim razem zostawił ją samą. Ale wtedy ona spojrzała w jego stronę. Ich oczy spotkały się na chwilę, ale zaraz potem mężczyzna odwrócił wzrok. Gdy kelnerka odeszła od jego stolika, Draco wziął filiżankę do rąk, aby odwrócić od siebie uwagę Hermiony. Ona jednak już wstała i podeszła do jego stolika.
- Wesołych Świąt, Draco – powiedziała cicho – Mogę usiąść?
- Jasne – mruknął mężczyzna. Granger usiadła na krześle obok niego. Spojrzał jej w oczy – patrzyła na niego uważnie.
- Co tu robisz w Święta? – zapytała w końcu – Nie powinieneś ich spędzić z rodziną, bliskimi?
- Nie mam rodziny – odparł obojętnym tonem.
- No, a… Astoria? – dziewczyna zawahała się, zanim wymówiła imię jego byłej.
- Nie jesteśmy razem – znów odparł beznamiętnym tonem. Hermiona nic nie powiedziała. Każde „Przykro mi” zabrzmiałoby z jej ust głupio. I tak by nie uwierzył. Nie po tym, co usłyszał po wojnie. Draco też to wiedział – Hermiona była dobrą kobietą i nigdy nikomu źle nie życzyła, ale obecna sytuacja nie była jej nie na rękę. Wręcz przeciwnie. Zapadła chwila niezręcznej ciszy. W końcu odezwał się Draco:
- A ty? Czemu nie świętujesz? 
- Nie lubię świąt – wzruszyła ramionami, po czym spojrzała mu w oczy. – Draco? Ja wiem, że na pewno jesteś smutny po tym co się stało. Ale muszę wiedzieć. Nic… nic się nie zmieniło?
Draco patrzył na nią jak zahipnotyzowany. Miała piękne, czekoladowe oczy, które patrzyły na niego z nadzieją. On jednak zwiesił głowę i potrząsnął jasną czupryną.
- Przykro mi, Hermiono. – powiedział, po czym wstał i ruszył w stronę wyjścia.
- Będę czekać! – krzyknęła jeszcze za nim. On nawet się nie obejrzał.

Draco otworzył oczy. Przez ten rok wiele się zmieniło. Nie tęsknił już za Astorią – właściwie stwierdził, że oświadczyny nie były dobrym pomysłem. Po czasie zrozumiał, że nie pasowali do siebie i nie mogli by stworzyć szczęśliwej rodziny. Był wściekły na siebie za to, jak potraktował Hermionę w ostatnie święta. Wiedział, że go kochała. Musiał minąć rok, aby i on zrozumiał swoje uczucia.
Następnego dnia, w Boże Narodzenie po południu Draco wyszedł z domu. Było tak, jak rok temu – dużo śniegu, mało słońca i mróz. Skierował się w stronę kamienicy, gdzie była kawiarnia. Rozejrzał się po sali. Zobaczył ją. Wyglądała prawie tak samo jak wtedy. Jakby widział ją pięć minut wcześniej. Siedziała pochylona nad filiżanką i mieszała cukier łyżeczką. Jej bujne loki były schowane pod czerwoną czapką, jednak niesforne kosmyki i tak się spod niej wydostały. Płaszcz też  miała ten sam – tak, jak i smutny wyraz twarzy. Mężczyzna ruszył zdecydowanym krokiem w jej stronę. Uklęknął przed nią i położył swoje dłonie na jej kolanach. Spojrzała na niego.
- Hermiono… - zaczął, ona jednak mu przerwała. Zsunęła się z krzesła i uklękła naprzeciwko niego, obejmując twarz mężczyzny swoimi dłońmi. Ich czoła się zetknęły.
- Wiedziałam, że wrócisz – szepnęła – Wiedziałam.

Draco patrzył w jej oczy, które napełniły się łzami. Kilkoro ludzi, którzy akurat byli w kawiarni spojrzało na nich. Dla nich jednak nie istniało nic, prócz ich samych. Trwali tak jeszcze kilka chwil. Hermiona uśmiechała się – jedna osoba potrafiła sprawić, aby pokochała święta. Bo jedynym, czego pragnęła w prezencie, było jego serce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy