07.01.2016

TEKST 3

Ogień w kominku nadal płonął, ona nadal się w niego wpatrywała jak w transie. Dobrze jej było tak jak teraz. Nie chce siedzieć ze wszystkimi przyjaciółmi przy jednym stole... Każdy z nich ma swoją wspaniałą rodzinkę... To byłoby nie do wytrzymania. Harry i Pansy spodziewają się już drugiego potomstwa, Ginny i Blaise czekają na pierwsze i Ron z Lavender świeżo po ślubie. Nie to, żeby była zazdrosna, czy nie kochała ich dalej jak swoją rodzinę, ale... Czułaby się tam jak piąte koło u wozu. Był jeszcze jeden powód... Malfoy jako najlepszy przyjaciel Blaise'a. Co z tego, że błagali ją żeby przyszła? Najlepiej zmyślić coś o chorobie i mieć cały wieczór spokój. Wspomnienia przy lampce wina to najlepsze co mogła sobie zaplanować na ten wieczór.

******** WSPOMNIENIE********
-Prosiłam Cię! Miałaś się wyspać! Czemu mnie nie posłuchałaś? -piekliła się brązowowłosa, malując swoją przyjaciółkę.
-Przepraszam Cie Miona... Koszmary przedślubne.-żaliła się Ruda
-Dobra przestań gadać bo w życiu tego nie skończę... -westchnęła i dokładnie podkreśliła błyszczykiem usta Ginny.
-W ogóle kto wpadł na pomysł żeby brać ślub w Wigilię?
-Nie kto wpadł, ale jaki baran się na to zgodził. -zaśmiały się z żartu Hermiony- Odpowiadając na twoje pytanie bardziej konkretnie to... Twój przyszły mąż: Blaise Zabini.
-No okey! Tylko czemu w Święta? Powinnam ja była wybierać datę ślubu, nie on! -jeszcze Weasley zaczynały zżerać nerwy.
-Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Ja też byłam zaskoczona tym faktem. Z resztą nie dziw mu się, to były Ślizgon, oni zawsze idą na łatwiznę. -odpowiedziała jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Niby dlaczego na łatwiznę? -zapytała zdumiona panna młoda. Poczekała z odpowiedzią aż Herm skończyła makijaż.
-Nie będzie miał problemu z zapamiętaniem daty ślubu. -obie wpadły w fazę śmiechu.-Dobra, dobra bo zniszczysz moje dzieło. -powiedział do Rudej.
-Dziękuję, że ze mną jesteś Herm. -Gin przytuliła swoją przyjaciółkę.
*****DALSZY CIĄG WSPOMNIENIA*******
Gdy padło już ostatnie tak i młoda para się pocałowała, Hermiona cichutko jak myszka wyszła, aby sprawdzić czy na sali weselnej wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
-Stoły na swoich miejscach, balony wiszą tam gdzie powinny, Malfoy stoi koło filaru. -mruczała cicho pod nosem. Chwila, stop! Malfoy?
-A ty co tu przygłupie robisz? Nie powinieneś być ze swoim przyjacielem, tam?-pokazała rękom na miejsce gdzie przed chwilą go jeszcze widziała w roli świadka.
-Granger nie życzę sobie żebyś mnie obrażała, to po pierwsze. Po drugie, ciebie mogę zapytać o to samo... -zlustrował ją wzrokiem.
-Sprawdzam czy sala jest gotowa. Ty tu po co? -wyjaśniła, przy okazji obrażając jego ego tym pytaniem
-Sprawdzam czy TY sobie poradzisz. -zripostował.

*****KONIEC WSPOMNIENIA******

Tak... To był śmieszny moment. Pamięta doskonale jak wszyscy wspaniale się bawili podczas tego wesela. Albo jak musiała zatańczyć z Malfoy'em jako świadkowie...Specjalnie deptali sobie po palcach... Uśmiechnęła się smutno do kominka. Wstała i poszła do kuchni po drugą butelkę wina. Sprawnie ją otworzyła i nalała do kieliszka. Zakręciła napojem w naczyniu i wdychała cudowny aromat. Kochała to wino, tak jak tego, który jej je pokazał. Candolero Finest Oka Crianza... Pycha. Oczy jej się zaszkliły i po policzku spłynęła jedna samotna łza. Spojrzała na zdjęcie na lodówce. Była to magiczna fotografia więc postacie na niej wesoła machały do fotografa. Była tam ona w pięknej czerwonej sukni, Ginny w sukni ślubnej, którą razem wybierały, Harry, Ron, Malfoy i Pan młody: Blaise Zabini w świetnych smokingach.
-Wesołych Świąt Hermiono. -szepnęła i pociągnęła zdrowo z kieliszka. Zabrała butelkę ze sobą do salonu i ponownie rozsiadła się na białym puchowym dywanie. Wspomnienia znów ją nawiedziły.

*****WPSOMNIENIE*****

Wpadli do mieszkania nie przerywając pocałunków. Ściągnął jej płaszcz, który upadł ciężko na podłogę. Dotarli na biały puchowy dywan, tam otworzyli wino i zapalili kominek. Każdy, nawet przypadkowy dotyk wzmagał pożądanie i rozpalał do czerwoności. Pamięta każdy pocałunek, każdy dreszcz, każde dotknięcie i tą blond czuprynę oraz stalowe tęczówki.

*****KONIEC WSPMNIENIA****

Ciekawe co by zrobiła Ginny z Blaisem gdyby się dowiedzieli. ,,Czemu Hermiona z Malfoy'em wyszli tak szybko z wesela swoich przyjaciół?” -zaśmiała się na tą myśl. Sięgnęła na kanapę po bordowy, puchowy koc. To pod nim się wtedy obudziła... W pierwszy dzień Świąt.

*****15 MINUT*****

Leżała na dywanie, przykryta kocem i patrzyła w kominek. Czemu musiał okazać się tym niewłaściwym? Nawet nie spostrzegła się kiedy TO do niego poczuła.... Może to było na imprezie po skończeniu Hogwartu, albo przy planowaniu wesela ich przyjaciół. Tego nie wie, ale może to lepiej... Tylko czemu musi tkwić w tej durnej bańce i nie może jej przebić?! Tą bańką była miłość, nieodwzajemniona miłość... Dlaczego właśnie jego musiała obdarzyć tym uczuciem. Była pewna, że jeśli się sparzy, to to ustanie, ale nie! Zawsze pod górkę. Pamięta tą pobudkę dzień po ślubie swojej przyjaciółki....

****WSPOMNIENIE****

Bolała ją głowa, zapewne dlatego, że wypiła za dużo. Przetarła oczy piąstkami i podparła się na łokciach, aby rozejrzeć po pokoju. Całkiem miło jej się spało, na białym dywanie, pod bordowym kocem... W kominku już nie palił się ogień, całkowicie wygasł. Słyszała szum prysznica i nagle ustał. Z łazienki wyszedł blondyn o stalowych oczach, z białym ręcznikiem przepasanym przez biodra. Zamarł w pół kroku gdy zobaczył, że się obudziła.
-Miałem nadzieję, że zdążę wyjść zanim się obudzisz. -powiedział pustym głosem. Nie tym aksamitnym i zmysłowym, którym mówił do niej wczoraj w nocy: ,,Jesteś taka piękna...; Granger...” Jego zdanie zraniło ją boleśnie. Ciężko jest zdać sobie sprawę, że się kogoś kocha, po czym to uczucie jest nieodwzajemnione, zaczyna ranić. Sieje w tobie zniszczenie, pustkę. Pali co raz bardziej, z sekundy na sekundę. Rani boleśnie twoją duszę.
-Też miałam taka nadzieję. -odpowiedziała, nie chcąc dać po sobie czegokolwiek poznać, przecież mu nie powie. Nie po tym jak jej powiedział, że dla niego ta noc nic nie znaczyła. Jednak dał radę usłyszeć, że coś jest nie tak.
-Mam nadzieję, że nie wplątywałaś w to jakiś uczuć? -zapytał patrząc na nią z nadzieją, jednak ona tego nie widziała.
-Nie, przecie to był tylko seks. -odpowiedziała i czuła jak te słowa ranią boleśnie jej gardło. Wstała owinięta w koc i poszła do łazienki. Ciepła woda mieszała się z jej łzami. Jak mogła być taka głupia, żeby zakochać się jak jakaś trzynastolatka. Wtedy, gdy wyszła spod prysznica jego już nie było.

****KONIEC WSPOMNIENIA****
-Jakaś ty głupia. -powiedziała sobie. Usłyszała dzwonek telefonu w torebce. Wstała i wydobyła go z czarnej, skórzanej torby, która leżała na kanapie.
-Halo.-powiedziała odbierając
-Mionka, naprawdę nie dasz rady przyjść? -usłyszał głos swojej rudej przyjaciółki.
-Mówiłam Ci, że nie... Chyba złapała mnie grypa żołądkowa. -skłamała na poczekaniu.
-Wiec może... -głos Ginny się urwał, ponieważ Hermiona wyłączyła telefon. Nie chciała z nikim gadać, nie teraz. Usiadła z powrotem na jej ulubionym miejscu. To nie pierwsza grypa żołądkowa w tym roku.

***WSPOMNIENIE***

Nie na widziła tego miejsca z całego serca. Malfoy Manor... Zapukała do drzwi trzy razy. Otworzył jej skrzat, co ją nie zdziwiło.
-W czymś pomóc -zapytał skrzat zabierając jej płaszcz.
-Y... Tak, chciałabym się spotkać z Draconem, mam nadzieję, że jest w domu? -zapytała. Nie chciała być tu dłużej niż to koniczne. Zwłaszcza po tym czego się dowiedziała dziś rano. Nosiła w sobie potomka Malfoy'ów. To jest tak absurdalne, że aż śmieszne. Ta jedna noc i po wszystkim, wpadka potocznie zwana.
-Oczywiście, że jest, zaprowadzę panienkę. -powiedział po czym ruszył w głąb twierdzy. Po niespełna 2 minutach znalazł się pod gabinetem ojca jej dziecka. Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i zapukała. Usłyszała proszę więc pociągnęła za klamkę. Mały pokój, z biurkiem, paroma krzesłami, stolikiem i kominkiem.
-Granger, co cię do mnie sprowadza? -zapytał blondyn
-Praca, Mafoy praca. -odpowiedziała, a w myślach było: ,,Dziecko, Malfoy, nasze dziecko”
-Papiery? -zapytał.
-Tak, Anny chyba Cię poinformowała, że przyjdę?
-Tak połóż i usiądź. -powiedział nie odrywając wzroku od jakiś innych papierów.
-Po co? Spieszę się. -skłamała szybko
-Powiedz mi czemu rezygnujesz z pracy w Ministerstwie? -skąd on to do cholery wiedział?!
-Bo muszę... -nie chciała drążyć tego tematu. ,,Jestem z tobą w ciąży!”
-Dobra, ale jeśli się coś zmieni to jesteś mile widziana w naszym zespole. -powiedział
-Wiem. Do zobaczenia Malfoy. -powiedziałam i poszłam do drzwi.
****KONIEC WSPOMNIENIA****

Czemu tak wyszło? Zapewne byłaby już daleko stąd, zapominałaby o nim. Jak po złości musiała mieć wypadek... Straciła dziecko w drugim miesiącu... Odkąd skończyła Hogwart uważa, że życie z niej kpi. Same nieszczęścia. Łzy popłynęły po jej twarzy, kochała już wtedy, kochała ICH dziecko. Straciła jego, miłość swojego życia, dziecko, które było owocem nieodwzajemnionej miłości, rodziców. To za dużo jak na dwudziestolatkę.

****30 MINUT PÓŹNIEJ****

Ktoś zapukał do drzwi jej mieszkania. Zdziwiona wstała i poprawiając swojego koczka podeszła do drzwi. Gdy je otworzyła, myślała, że padnie od tak!
-Co tu robisz Malfoy? -zapyta nie siląc się na uprzejmość.
-Wiewióra się martwi, mówi, że jesteś chora, a tak nagle się rozłączyłaś. -powiedział przenikając ją wzrokiem, zajrzał w jej poranioną duszę. Widział, widział, że cierpi.
-Nic mi nie jest. -powiedziała spokojnie opanowując głos.
-Mogę wejść? -zapytał blondyn, a ona znieruchomiała przez jego pytanie. Nie czekał na pozwolenie tylko wszedł do mieszkania, skierował się do salonu, znał drogę.
-Nie ładnie Granger... -powiedział odwracając się w jej stronę z kieliszkiem wina, który ona trzymała w ręku dosłownie dwie minuty temu.
-W chorobie się nie pije.-zacmokał z łobuzerskim uśmiechem
-Nic Ci do tego Malfoy. Już sprawdziłeś, żyje... Mogę zostać sama? -zapytała, nie miała ochoty z nim rozmawiać.
-Jakoś się nigdzie nie wybieram. -odpowiedział po czym usiadł na kanapę, czarna skórzana torba spadła na ziemię z hukiem. Hermiona podeszła i zaczęła wszystko zbierać.
-I co robisz durniu jeden? -piekliła się. Jednak on nie odpowiedział. Był wpatrzony w kartkę z czarno białym zdjęciem USG.
-Jesteś w ciąży Granger? -zapytał zdziwiony.
-Już nie... -powiedziała smutno, przecież już po fakcie to mogła mu powiedzieć.
-Komu się dałaś wrobić w dziecko Granger? -zapytał lekko zbity z tropu. Tegu już za wiele, nie dość, że się tu wprosił, tu sugeruje jeszcze, że jest puszczalska. Złość w niej przybrała i nie mogła już tego słowa cofnąć
-TOBIE!-krzyknęła. Jego wyraz twarzy od razu się zmienił. Wpadł w szok przez to jedno słowo.
-Jak... Co... -nie mógł nic powiedzieć
-A tak! Po ślubie Ginny i Blaise'a, pamiętasz? -zapytała wściekła i zirytowana.
-Czyli ty... U mnie, wtedy? -zapytał
-Tak, wtedy jeszcze byłam w ciąży i dla tego chciałam się wynieść! Nie dość, że straciłam Ciebie to jeszcze dziecko! -nie hamowała swoich słów, i tak kiedyś by się o tym dowiedział.
-Jak to mnie? -zapytał. Nie powstrzymywała łez, odwróciła się do niego plecami. Zamknęła oczy i przeniosła rękę czoło, płakała cicho myśląc nad tym wieczorem. Podszedł do niej i przytulił, odwrócił w swoją stronę i pogładził po plecach. Tyle na to czekał, żeby wziąć ja w ramiona. Był egoistą. Pieprzonym, cholernym egoistą. Kochał ją... Od ponad roku, ale wiedział, że to nie przejdzie, nie zwracała na niego uwagi. Chcąc uniknąć cierpień izolował ją od siebie, wtedy u niej, w pracy. Gdy miała wyjeżdżać zmartwił się, dlatego poprosił Anny, żeby to Hermiona przyniosła dokumenty. Po tym wypadku zmienił się, ona go zmieniała. Z człowieka, zimnego i egoistycznego, na kogoś lepszego, wyjątkowego.
-Oddałam Ci je... Wiem, że to był błąd. -nadal szlochała. Wiedział o czym mówiła, mówiła o jej sercu. O prezencie jakim jesteśmy obdarowani na samym początku, na starcie.
-Maleńka nie płacz już, ranisz mnie tym. -jak już wspomniałam, bardzo się zmienił.
-Oddaj mi je... -powiedziała, chodź zdawała sobie sprawę z tego, ze już je oddała, Komuś wyjątkowemu. Nowej, lepszej, wyjątkowej wersji jego. To było przeznaczenie i inaczej nie mogło się skończyć. Widział w jej oczach miłość jaką go obdarza.
-Nie mogę. -szepnął w jej usta
-Dlaczego?-odszepnęła zapłakana w jego usta, cudowne jest czuć go tak blisko siebie
-Bo oddałaś je komuś innemu. -powiedział po czym wpił się w jej usta. Wiedziała doskonale co zaraz się stanie i nie chciała przerywać, miał racje, znów oddała mu swoje serce.

****5 LAT PÓŹNIEJ****

-Ile razy mam mówić nie? -zapytała po czym wszyscy w kuchni państwa Weasley wybuchli śmiechem.
-Mamusiu, naprawdę... Tylko godzinę. -błagał ją czteroletni synek. Wiedziała, że wyjście na dwór w Wigilię, dla tego szkraba to coś wspaniałego, ale nie chciała żeby był chory, jak ostatnio po takiej eskapadzie
-Nie bądź taka bo nie będzie prezentów. -pogroził jej, jej mąż. Draco Malfoy.
-Dobra przekonaliście mnie, ale godzinę i ani minuty dłużej. Macie założyć czapki i szaliki. -Dzieci wzięły się za zakładanie ów części garderoby, natomiast Harry, Draco, Ron i Blaise stali i przyglądali się temu. -Wszyscy. -wysyczała przez zęby. Panowie jęknęli, a dziewczyny się zaśmiały. Hermiona i Draco, jak ogień i woda, teraz ich miłości już nikt nie pokona. To prawda, oddali swoje poranione serca komuś wyjątkowemu.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy