07.01.2016

TEKST 4

A wszystko przez jedno, małe zdjęcie...

   Hogwart, 19 grudnia. Rok po zakończeniu wojny. Harry, Hermiona i Ron postanowili jednak wrócić do Hogwartu i ukończyć ostatni rok nauki.
  
   Uczniowie szykują się do wyjazdu. Tylko pewna Gryfonka niczym się nie przejmuje. W tym roku postanowiła zostać w zamku. Teraz szła korytarzem i spoglądała ukradkiem na uczniów. Z zamyślenia wyrwał Ją jakże znienawidzony przez Nią głos.
- Granger, a Ty gdzie masz swoje kufry? Niech zgadnę, nasza Szlamcia została wyrzucona z domku i nic Jej nie zostało? - zaczął się głośno śmiać, a Crabbe i Goyle się do Niego przyłączyli.
- Lepiej uważaj na słowa Malfoy. Chcesz żebym znowu Ci złamała nos? Może tym razem chociaż go wyprostuję... - i uśmiechnęła się pod nosem. Panna Granger zmieniła się przez te wakacje. Czarodzieje, którzy ją znali mówili, że to całkiem inna osoba. Zaczęła bardziej dbać o wygląd, a co najważniejsze potrafiła urazić samego Dracona Malfoya. To było niemożliwe. Ona stała się niemożliwa.
- Uuu... Granger jakie słowa. Chyba nie wiesz z kim zadarłaś Szlamciu.
- Ależ ja doskonale wiem. Z wredną, arogancką, egocentryczną, tchórzliwą Fretką. - powiedziała to patrząc Mu prosto w szarobłękitne tęczówki. „Jej oczy są cudne...” - rozmyślał Ślizgon patrząc w Jej czekoladowe oczęta, po czym odwrócił się szepcząc zarazem cicho, ale również wystarczająco głośno, aby usłyszała „Spotkajmy się o 19 pod Wielką Salą. Proszę, przyjdź.”. Chciała coś powiedzieć, ale blondyn był już za daleko. Wróciła do dormitorium. Była zmęczona po całym dniu nauki i po kłótni Malfoy'em. Rzuciła się na łóżko. Zasnęła.
   Obudziła się o 17;45. Nie. Ona wręcz się zerwała. Kolejny raz nawiedzały ja koszmary, których główna postacią był nie kto inny jak sam Książe Slytherinu. A najgorsze było to, że to zwykle Jemu działa się krzywda, a Ona nie wiedzieć czemu nie mogła na to patrzeć. Mimo że był Jej najgorszym wrogiem, nie mogła patrzeć jak dzieje mu się coś strasznego. To było nie w Jej stylu.
   O 18;15 postanowiła w końcu zacząć się szykować do spotkania z „Małą Tchórzofretką”, jak to Ona sobie wymyśliła, choć mały to On nie był. Wzięła szybką kąpiel. Postawiłam na luźny look. „Przecież to Malfoy. Po co mam się dla Niego stroić?” - myślała wybierając ciuchy. Po 30 minutach grzebania w szafie i ogólnego ”stylizowania” się, stwierdziła, że wygląda dobrze. Założyła czarne rurki, biały T-shirt z symbolem Ying-Yang, czarne tenisówki i czarną ramoneskę. Włosy postanowiła lekko wyprostować. Oczy podkreśliła delikatnie tuszem, a usta bezbarwnym błyszczykiem czekoladowym. Tak wyszykowana wyszła ze swojego dormitorium o 18;50 i poszła pod wejście do Wielkiej Sali. Czekał tam na Nią. Podwinięte rękawy koszuli odkrywały Jego Mroczny Znak. Ledwo wpadające światło tylko dodawało Mu uroku. Hermiona określiła Go jednym słowem: „Boski...” - rozmarzyła się przez chwilę. Wyrwał Ją głos szepczący cicho:
- Witaj Hermiono....
- Cześć...
- Chodź, chciałbym Ci coś pokazać... - Złapał Ją za dłoń i wybiegli na błonia.
- Malfoy, nie powinniśmy tutaj być o tej porze. Zaraz zamkną wejście.
- Trudno. Najwyżej zostaniemy tu na noc. - i uśmiechnął się szarmancko.
- Przestań żartować Draco. Nie wiem jak Ty, ale ja wracam do Hogwartu.
- Nigdzie nie idziesz. Musimy porozmawiać.
- O czym?
- Poznajesz osoby z tego zdjęcia? - pokazał mi takie samo zdjęcie jakie stoi u mnie w domu na półce.
- Skąd to wziąłeś?
- Jest moje. Dostałem je od pewnej dziewczyny 11 lat temu.
- To dziwne. Ja dokładnie 11 lat temu dałam takie zdjęcie pewnemu blondynowi.
- Czyli my...
- Jest na to logiczne wyjaśnienie. Pomyślmy. Na tym zdjęciu jest dwoje dzieci w wieku około 7-8 lat. Brązowooka szatynka i blondyn o błękitnoszarych oczach. Lepią razem bałwana. Widać jeszcze, że nie robią tego zwyczajnie. Używają jakby magii. Takie same zdjęcia mamy Ty i ja. To może oznaczać tylko jedno...
- Znaliśmy się dużo wcześniej?! Nie wierzę! To niemożliwe! Czekaj...
- Co jest?
- Pamiętam, że dałem tej dziewczynie złoty wisiorek z różą wyrzeźbioną z kryształów.
- O taką? - ściągnęłam medalik z szyi i pokazałam Mu go.
- Dokładnie taki. Tylko on miał jeszcze małą zawieszkę z napisem „Pamiętaj o mnie... D.M.”.
- Mój ma dokładnie taki sam napis...
- Czyli, że...
- Tak Malfoy, znaliśmy się wcześniej...
- Jak?
- Nie wiem.
- Jak to możliwe, że Cie znienawidziłem? Przecież byłaś taka słodka i urocza... - mówiąc to, lekko się zarumienił...
- To nie Twoja wina. Tylko Twojego ojca. To on wpajał Ci, że czarodzieje mugolskiego pochodzenia są nic nie warci. A Ty nie potrafiłeś się mu sprzeciwić. Swoja drogą, Ty też byłeś słodki...
- Granger... Co Ty na to, abyśmy te Święta spędzili razem? Zostanę tu z Tobą. Pogadamy tak jak kiedyś...
- Jeśli tylko masz na to ochotę...
- No pewnie!
- To teraz chodź do środka, bo troszku mi zimno...- wstał, ściągnął kurtkę i okrył nią Jej zmarznięte ciało. - Dziękuję, ale nie musisz tego robić...
- Ciiii... Nie psuj tej chwili... - i siedzieli tak w ciszy patrząc na spadające po niebie gwiazdy...
  
   5 dni później...

- Draco, podasz mi łańcuch?
- No pewnie. Trzymaj.
- A może pomógłbyś mi z ubieraniem choinki, a nie leżysz Leniu Śmierdzący...
- Zarzucasz mi brak higieny? W takim razie może pójdziesz do łazienki ze mną i pokażesz mi jak to się robi... - zaczął znacząco poruszać brwiami....
- Weź Draco...  Na żartach się nie znasz...
- Ja? Wręcz doskonale. W końcu to ja tu jestem przyjacielem najzabawniejszego ucznia w szkole...
- Serio? Kogo?
- Jak to kogo? Blaise'a Zabini'ego... - przewrócił oczami z niezadowolenia. Zawsze tak robił.
- Aaaa... No tak. Zapomniałam.
- Taka pilna uczennica i ma kłopoty z pamięcią? Niemożliwe.
- Znów nie wyczułeś sarkazmu... Kiedy Ty się tego wreszcie nauczysz...
- No nie wiem... To może nastąpić.. - tu zrobił dramatyczną przerwę. - NIGDY...
- Nie zgrywaj Draculi, Romeo... Coś słabo Ci to wychodzi... - zaczęła chichotać.
- Dla Twojej wiadomości to ja jestem Draculą.
- Chyba Ci się bajki pomieszały Mała Tchórzofretko – i cmoknęła Go w policzek. Przez te 5 ostatnich dni relacje pomiędzy ta dwójką zmieniły się nie do poznania. Z wrogów nagle, nikt nie wiedział skąd – oczywiście oprócz ich samych – stali się przyjaciółmi. I to w tak krótkim czasie. To było naprawdę dziwne.
- Draco, Mógłbyś mnie podsadzić? Chciałabym włożyć gwiazdę na czubek naszej choinki...
- A ładnie mnie o to poprosisz?
- Dracuniu.. Ja Cię tak ładnie proszę... Dracuniu.... Fretuniu Ty Moja... Proszę... - i zrobiła minkę ”zbitego pieska”.
- A co Dracuniu dostanie w zamian? - uwielbiał się z Nią droczyć. „Ona tak słodko się gniewa...” - często tak o Niej myślał.
- A co Fretunia by chciała?
- Już Ty dobrze wiesz co... - popatrzył na Nią znacząco.
- O nie! Wybij to sobie z głowy! Już Ci coś powiedziałam na ten temat!
- No ale...
- Żadnych ale! Koniec rozmowy! Cześć! - i wyszła trzaskając drzwiami, a także zostawiając blondyna samotnego i smutnego. Ten wieczór mieli spędzić razem. „Muszę Ją jakoś przeprosić. Nie chcę Jej stracić. Nie teraz. Już nigdy.” - rozmyślał przez długi czas. W końcu wymyślił. Wziął pergamin i pióro. Zaczął pisać. Gdy skończył przywiązał list do sowy i ją wypuścił.
   Coś puka w szybę Jej dormitorium. Podchodzi do okna. Otwiera je. Natychmiast wlatuje biała sowa. Ściąga list. Czyta. Uśmiecha się pod nosem. A jednak Mu zależy. Szuka pergaminu. Pisze odpowiedź. Odsyła sowę wraz z listem. Myśli. Nie wie, czy dobrze zrobiła i czy potem nie będzie tego żałowała. Po krótkich zamyśleniach zaczęła się szykować do spotkania z Arystokratą. Tym razem postanowiła ubrać się bardziej elegancko. Założyła czarną sukienkę bez ramiączek z dekoltem w kształcie serca, przed kolano, białą skórzaną kurteczkę, czarne szpilki. Włosy ułożyła w delikatne fale, oczy podkreśliła tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. O 17;45 wyszła ze swojego pokoju i ruszyła w stronę Pokoju Życzeń.
   Czekał na Nią. Stał przed pustą ścianą i czekał. Gdy Ją ujrzał, był zszokowany Jej wyglądem. „Jest piękna... Idealna... Nie oddam Jej nikomu... Jest moja już na zawsze...”- od rozmyśleń wyrwał Go Jej cichy i jakże spokojny głosik, który tak uwielbiał:
- Hej...
- Hej...
- Przepraszam za to wszystko...
- To nie Twoja wina. Niepotrzebnie zacząłem ten temat. To ja przepraszam.
- Draco...
- Mionko... - i weszli do Pokoju Życzeń. On usiadł w fotelu przy kominku, a Ona Mu na kolanach. Zaczęli wspominać swoją przeszłość. Wspólne lepienie bałwana, bitwę na ścieżki i ich śmiechy. Nim się obejrzeli wybiła północ.
- Wesołych Świąt, Hermiono...
- Wesołych Świąt, Draco...
- Hermi, mam dla Ciebie niespodziankę...
- Jaką?
- Spójrz przez okno. Na niebo.
- Patrzę.
- I co widzisz?
- Spadające gwiazdy. Draco, nie musiałeś...
- Ubierz się ciepło. Wychodzimy.
- Okay... - cmoknęła Go w policzek. Wyszli.
- Ile tutaj śniegu...
- Co powiesz na odświeżenie wspomnień?
- Ty chyba nie mówisz poważnie. Jesteśmy już dorośli.
- No nie każ się prosić...
- Nie ma mowy, Draco.
- A co jeśli Cię połaskoczę?
- Nie odważysz się.
- Czyżby?
- Nawet nie podchodź.
- Bo co mi zrobisz?
- A to. -Rzuciła Mu śnieżką prosto w twarz.
- Osz Ty mała złośnico, pożałujesz... - i tak zaczęła się bitwa na śnieżki pomiędzy Draconem Malfoyem i Hermioną Granger. Później lepili razem bałwana. Śmiali się tak jak kiedyś. Wszystko było dla nich teraz takie inne. Poczuli się jakby znów byli dziećmi. To było takie urocze.
   Zmęczeni wrócili do zamku. Usiedli w Pokoju Wspólnym Slytherinu i po raz kolejny pochłonęła ich rozmowa. Nagle nie wiadomo skąd nad ich głowami pojawiła się jemioła.
- To chyba jakiś znak.
- Pocałuj mnie, Hermiono Jean Granger.
- Czy to Twój kolejny żart?
- Mówię poważnie, Hermiono. Pocałuj mnie.
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie możemy być razem, Draco. Świat by tego nie zaakceptował.
- Ale ja Cię kocham. Nie rań mnie po raz kolejny.
- Też Cię kocham, Malfoy, ale nie możemy. Przykro mi.
- Hermi, zaczekaj.
- Nie, Draco. Przepraszam...
- Nie chcę Cię stracić.
- Wesołych Świąt, Draco...
- Hermiona, nie zostawiaj mnie.
- Żegnaj... - i wyszła.
   Trzasnęła drzwiami. Rzuciła się na łóżko. Pozwoliła łzom swobodnie płynąć. Wszystko zepsuła. Mogli być razem. Jej marzenie w końcu mogło się spełnić. Ale nie. Jej rozsądek tego zabronił. Zniszczył Jej miłość.
   Nikt nie widział uczennicy Gryffindoru od ponad 3 dni. Nauczyciele byli zaniepokojeni. W największym szoku był jednak On. Bał się o Nią. Bał się, że zrobiła coś strasznego. A to wszystko Jego wina. Wiedział, że nie chce Go widzieć. Jednak ciekawość i strach były silniejsze. Musiał sprawdzić czy wszystko z Nią w porządku. Poszedł pod drzwi do Jej dormitorium. Zapukał. Brak odpowiedzi. Zapukał jeszcze raz. Cisza. Przez drzwi słychać tylko Jej osłabiony głos:
- Już nigdy nikogo nie pokocham. Nigdy. Miłość to tylko ból i cierpienie. Nigdy więcej...
tego już nie wytrzymał. Zaczął walić w drzwi co raz mocniej i krzyczał:
- Nie mów tak, Hermiona! Otwórz te drzwi! Granger! Proszę!
- Idź sobie. Zostaw mnie samą.
- Nigdy. - i w tym momencie wyważył drzwi. Wbiegł pędem do Jej sypialni. Gdy Ją zobaczył, coś w Nim pękło. Siedziała na łóżku, zalana łzami. Wychudzona, blada i osłabiona. Nie. Tego Draco Malfoy nie mógł już znieść. Natychmiast wziął Ją na ręce i pobiegł w stronę skrzydła szpitalnego. Nie obyło się bez sprzeciwu.
- Puść mnie! Zostaw! Nie chcę! Odejdź! - że tez miała siłę,żeby tak krzyczeć...
   dobiegli. Ślizgon położył Ją na najbliższym łóżku i zawołał panią Pomfrey.
- co tu się na Huncwota dzieje? Dlaczego tak krzyczysz?
- proszę się Nią zająć. Błagam.
- na Merlina. Czy to Panna Granger?
- tak. To Ona.
- Ciężko będzie...
- Ale da się Ją wyleczyć, prawda?
- Tak. Tylko to może potrwać.
- Będę cierpliwie czekał. Hermi, pamiętaj, że ja zawsze będę przy Tobie. Nawet jeśli byś tego nie chciała. Za bardzo Cię kocham.
- Ja... ciebie... też... kocham... Dra... - i zemdlała.
- Nie. Hermiona. Obudź się. Mionka. Nie rób mi tego. Nie teraz.
- przyjdź tu jutro. Obudzi się.
- Ja chcę przy Niej zostać...

   3 dni później...
Błonia Hogwartu.

- Draco, podasz mi węgiel?
- Po co?
- Bo chcę mu zrobić oczy.
- Proszę bardzo, Skarbie.
- Dzięki, Dracuś.
- A gdzie nagroda?
- O tutaj. - krótki pocałunek.
- Kocham Cie, wiesz?
- Ja Ciebie też. Widziałeś gdzieś marchew?
- Jaka marchew?
- Jego nos.
- Aaa... To nie. Nie widziałem.
- Na pewno?
- Co? Aa. Tak. Na pewno.
- Coś widzę, że chyba kogoś tu powinien odwiedzić Doktor Łaskotek.
- Nawet nie pró... Hahahahahahahah... Przestań.... Hahahahahhahh.... Proszę.... Hahahahahahahahah... Nie wytrzymam... Hahahahah...
- A powiesz mi gdzie jest marchew?
- W.. Hahahahahah... Moim... Hahahahaha... Brzuchu... Hahahahahah...
- Osz Ty Mała Fretko... Za karę będzie więcej łaskotek...
- Nie. Proszę. Hahahahaha... Ja już... Hhahahahahahahha... Dłużej... Hahahahahhahahahahahah... Nie wytrzymam.Hahahahhahahahahhah...
- No dobrze. Przestanę.
- A tera spójrz na bałwana, Kotku.
- Jest skończony. I ma nos. Jak Ty to zrobiłeś?
- Magia, Skarbie. Czysta Magia.
- Spójrz, Jemioła.
- To chyba jakiś znak.
- Kocham Cię, Draco.
- Ja Ciebie też, Miona. - i złączyli usta w namiętnym pocałunku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy