07.01.2016

TEKST 5

„Last christmas”...

Hermiona usiadła na fotelu opierając ręce o kolana i pochylając głowę. Przed nią, na nocnym stoliku, zwykle tak uporządkowanym i schludnym, walały się puste talerze, kubki z niedopitą kawą lub podarte skrawki papieru.
Ogólnie rzecz biorąc, cały dom prezentował się podobnie, jednak jego właścicielka od dobrych paru tygodni jakoś tego nie zauważała-lub nie chciała tego dostrzegać. Przypominałoby jej to bowiem o...paru wydarzeniach, o których pamiętać nie chciała.
To nie tak, że zawsze taka była. Takie napady obojętności na wszystko zdarzały jej się dopiero od paru lat, a dokładniej-tylko na okres świąteczny, czyli od pojawienia się pierwszej reklamy, gdzie to szęśliwa rodzinka lub uśmiechnięty Mikołaj, szczerząc się do kamery, zachwalali nieziemsko świetny produkt, na przykład majonez czy odkurzacz. Cudo po prostu.
Tamtego dnia był 22 grudnia. Za miesiąc wszystkie świąteczne plakaty powinny zniknąć, a świat wróci do normy-także dla Hermiony.
Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że zasnęła, dopóki nie obudził jej dźwięk telefonu. Piosenka, którą wybierała z czystej złośliwości dla samej siebie. Podśpiewując cicho pod nosem, ruszyła w stronę telefonu. „Last christmas...”
-Halo? Ginny? Hej, co tam u ciebie? Taak, od niedawna. Co? Coś bardzo, bardzo pilnego? No to mów. Nie przez telefon...Eh, nie pytam. Wpadaj.
Z widoczną niechęcią malującą się na twarzy związała włosy, zaparzyła sobie czwartą kawę tego dnia i zaczęła sprzątać. Pomijając, że w jej przypadku „sprzątanie” sprowadzało się do wrzucenia brudnych naczyń do zlewu, a walających się wszędzie ubrań- do szafy.
Za pół godziny zadzwonił dzwonek do drzwi. Hermiona omiotła wzrokiem pomieszczenie i widocznie zadowolona z efektu pospieszyła otworzyć przyjaciółce.
-Hermiona, witaj. Posłuchaj, muszę ci o czymś opowiedzieć. To było niedawno, dosłownie dwa dni temu. Kupowałam właśnie karpia święta na -widziałaś, że w sklepie za rogiem jest promocja?-zresztą nieważne...
-Hm, Ginn. Miło cię widzieć i takie tam...Zaparzyć kawy?-spytała brązowowłosa z nadzieją przerwania dopiero co rozpoczynającego się monologu.
Na szczęście jej przyjaciółka zrozumiała niewypowiedzianą prośbę i skinęła głową.
-Poproszę...
-Trzy czwarte mleka, reszta wody, półtorej łyżeczki cukru, kawa waniliowa. Wiem.
-Napijesz się ze mną?
Hermiona zawahała się. Nie powinna...Ale czego nie robi się dla przyjaciół?
-Oczywiście.
-Która to już dzisiaj?-spytała nagle Ginny.
-Oh...druga-mruknęła Hermiona i prędko odeszła w stronę kuchni, by nie widzieć karcącego ale i zatroskanego spojrzenia rudowłosej.
Po chwili obie siedziały na kanapie popijając słodki napój. Hermiona oczekała parę chwil, a gdy uznała, że cisza z przyjaznej zmienia się w niezręczną, nagląco machnęła ręką.
-Chciałaś coś powiedzieć?
-Po to tu jestem-uśmiechnęła się Ginny.-Na czym to ja skończyłam? Och, no więc kupowałam karpia. Mówiłam już o...
-Promocji?
-Czyli już o tym wspomniałam-odparła nieco zbyt Weasley, niezamierzonie dając tym samym do zrozumienia, iż nie spodziewała się, że Hermiona mogła zobaczyć to sama.
-Wracajmy do tematu-uśmiechnęła się smutno Hermiona.
-Szłam więc po rybę gdy nagle zobaczyłam znajomą postać przy znajomym stanowisku...
Hermiona, która właśnie brała łyk złocisto-brązowego napoju, gwałtownie odkalsznęła. Wiedziała o kim mówi Ginny i przypuszczała, że jej przyjaciółka zdaje sobie z tego sprawę.
-Nadal to robi?-spytała tylko.
Cisza, jaka nastała, dobitnie wskazywała odpowiedź.
Nadal. Robił to przez cztery lata.
To właśnie przez niego święta spędzała w taki sposób.
~~6 lat temu~
-DRACO MALFOY. JAK ŚMIAŁEŚ?-wrzasnęła Hermiona i odwróciła się,  z całej sily woli starając się zapanować nad- jakże zdradziecką!-mimiką twarzy i nie przywołać szerokiego uśmiechu.
-Mam się bać?-odkrzyknął blondyn,niewinnie zakrywając twarz rękoma.
-Ooo, już ja się o to postaram-prychnęła Hermiona, ale w tym momencie przegrała z samą sobą i wybuchła śmiechem.
-Czyli jest jeszcze dla mnie nadzieja?-spytał Draco, zakładając czapkę mikołaja.
-Może. Zależy, jaki przyniesiesz mi prezent-odparła równie zaczepnie dziewczyna, nadal starając się opanować.
Zimny śnieg nadal niemal parzył ją w szyję. Kiedy jej chłopak oznajmił, że idzie wyrzucić śmieci nie spodziewała się, że wróci z ogromną kulą śnieżną-a tym bardziej, że owa kula już niedługo uderzy ją w tył głowy. Przewróciła oczami i wróciła do przygotowywania wigilijnych dań.
-Hm...co my tu mamy... Książka, notes, poduszka, słuchawki...-wyliczał Draco z bardzo wiarygodną miną-i...pewna niespodzianka.
Był 24 grudnia a do tego około godziny szesnastej, więc Hermiona nie zdziwiła się zbytnio jego ostatnimi słowami.
-Ekhm, Hermiono?
-Hm?
-Odwrócisz się?
Z widocznym ociąganiem spełniła jego prośbę. I upuściła talerz pierogów, które właśnie lepiła.
Blondyn wiele razy obiecywał, że ich zaręczyny na zawsze zapadną jej w pamięć. Miała rację. Kiedy rzekomo wynosił śmieci przebrał się z czarny garnitur z turkusowym- jej ukochanym kolorem!-krawatem. Teraz klęczał przed nią, szeroko się uśmiechał a w ręku trzymał złoto-błękitny pierścień.
I wypowiedział te trzy słowa.
A ona nie mogła mu odpowiedzieć.
Po chwili on stanął i w ciszy patrzyli na siebie.
-Hermiono...?
-Nie...Draco...mogę...Nie mogę, Draco.
Krew odpłynęła mu z twarzy. Niebezpiecznie się zachwiał, więc chwycił za najbliższe krzesło i oparł się o nie.
-Przepraszam?
-Draco, to nie tak, jak myślisz. Kocham cię, ale...nie jestem gotowanie...nie wiem, nie dam rady...Wybacz, proszę-rzekła płaczliwym głosem.
Nie wiedziała, dlaczego ani co robiła. Po prostu czuła, że nie może powiedzieć „tak”. Draco kiwnął głową, zamachnął się i wyrzucił pierścionek przez okno. Usłyszeli okrzyk strachu, ale żadne z nich się nie ruszyło.
A potem on wyszedł.
Nie poczekał na żadne wyjaśnienia. Nie próbował się niczego dowiedzieć. Nie pożegnał się. Nie życzył wesołych świąt. Nie zrobił tak wielu rzeczy. Po prostu wyszedł.

~~
Teraz, przez całe, długie trzy lata, co roku pojawiał się na stanowisku pomocy potrzebującym. Jak mówili przyjaciele, nie miał żony ani nikogo bliskiego. Przez jedenaście i pół miesiąca żył pracą adwokata, pisarza i muzyka, a przez ten krótki, magiczny okres po prostu pomagał. Pakował paczki, roznosił ulotki, zachęcał ludzi.
I robił to także teraz.
Ginny wiedziała, że Hermiona przypomniała sobie Tamto Wydarzenie, jak je nazywały. Zauważyła lekki, blady uśmiech przyjaciółki, kiedy ta przypominała sobie ich sprzeczkę. I widziała też ostry, niesłabnący ból w jej oczach. Stwierdziła, że Hermiona za długo zgrywała swoją słabszą wersję. Czas wziąć się w garść.
-Hermiono Granger.
Jej wysoki, łagodny głos przebił się przez aurę wspomnień. Brązowowłosa spojrzała na nią pytająco.
-Myślę, że powinnaś pomóc potrzebującym- i nie chcąc dłużej ciągnąć tej rozmowy, wyszła. Wiedziała, do kogo należy ostateczny wybór.
Hermiona także zdawała sobie z tego sprawę.
**
Draco już dawno wyznaczył sobie jeden cel: nie poddać się. Nieważne, jak niewdzięczni byli ludzie. Nieważne, jak kpiące spojrzenia mogli mu rzucać. Nie ważne, jak mało znacząca była jego praca.
Sapnął z wysiłkiem, dźwigając dwa pudła z kocami, żywnością i książkami.
Dlaczego to robił? Dla niej? Zapewne nie. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Spojrzał na tykający łagodnie zegar. Tik, tak. Hermiona zostawiła go, nie wróci. Tik, tak. Ogromnie bolą go ręce, te pudła są strasznie ciężkie. Tik, tak.
Parę lat temu dał jej swoje serce. A ona odrzuciła je-jeszcze tego samego dnia. Nie widzieli się więcej. Żeby uchronić się od łez, dał je komuś wyjątkowemu. Biednym dzieciom. Samotnym ludziom. Tym, którzy go potrzebują.
Nie wiedział, jak wiele jego przemyślenia mają wspólnego ze sławną piosenką. On dawał jej serce każdego dnia, w każde święta. Ona odrzucała je. Bała się podejść, porozmawiać, wyjaśnić.
Tik, tak.
Tym razem Malfoy uznał, że zegar tik-taknął z czystą kpiną. Ze złością odrzucił pakunki i ruszył w stronę jej mieszkania.

**
Hermiona patrzyła w ślad za odchodzącą przyjaciółką. Jej rudy kucyk mignął w oddali, po czym wrazl ze swoją właścicielką zniknął.
„Jestem tchórzem”-uświadomiła sobie nagle Hermiona.”Jestem, byłam i będę, jeśli czegoś nie zrobię. Czy tak mają wyglądać każde święta? Czy tak ma je wspominać?”
Kiedyś to był najpiękniejszy czas w roku.
Najpierw łagodne zmęczenie i ból palców, gdy z babcią Jodi przygotowywała pierogi.
Potem niecierpliwe oczekiwanie. Cała rodzina-ona, jej rodzice, babcia i dziadek John wypatrywali pierwszej gwiazdki.
Dalej było dzielenie się opłatkiem. Każdy składał każdemu życzenia. Nie było to jednak „Zdrowia, szczęścia, spokojnych świąt i...no, najlepszego”. Każdy z członków rodziny miał wspomnienia związane z kimś innym. „Wesołych świąt i żebyś znalazła ten zeszyt, który podobno zjadł ci smok” śmiała się mama. „Nawzajem, a także radości, miłości i duużo dynamiki Newtona!” nie zostawała jej dłużna babcia, wspominając niechęć córki do fizyki.
Następne w kolejności było jedzenie.
Potem prezenty, kolędy, gry rodzinne i sprzątanie.
A teraz?
Babcia Jodi i dziadek John nie żyli od dwóch lat-zmarli w tym samym miesiącu. Ona 20 a on 25 grudnia.
Rodzice...hm, wyjechali do Australii-jak nazywała ich zaginięcie Hermiona. Lubiła myśleć, że sprawy są pod kontrolą, a najbliższe jej osoby są na wakacjach.
Oczywiście, dostawała, przynajmniej na początku, wiele zaproszeń. Od Harry’ego, Rona (który związał się ostatecznie z Lavender. Prawda, towarzyszyło temu pare wybuchów gniewu i wiele wylanych łez, ale ostatecznie zapanowała między nimi przyjaźń. Hermiona została nawet mamą chrzestną jego syna, Alexa) czy Luny. Nie miała jednak ani serca, ani ochoty im odpowiadać. Rok temu wszyscy dali sobie spokój i wysyłali jej tylko SMS z pustą treścią „Wesołych,, Hermiona! Dużo zdrowia, szczęścia, radości, przeczytanych książek i wszystkiego, czego sobie zażyczysz. Harry z rodziną/Ron, Lavender i Alex/Luna.”
Nagle ze złością wzruszyła ramionami. O nie, nie będzie tak spędzać świąt!
Wstała i zdecydowanym krokiem ruszyła do sklepu.
**
Spotkali się w połowie drogi.
-Dlaczego odszedłeś?
-Dlaczego odmówiłaś?
Inni staliby zapewne naprzeciw siebie w dość niezręcznej ciszy. Jednak, jak to już zapewne wiemy, Draco i Hermiona nie byli zwykłymi innymi.
-Chcemy mieć to za sobą, prawda?-mruknął chłopak, po czymoboje uśmiechnęli się słabo na ich prywatny żarcik. Dziewczyna spoważniała pierwsza i popatrzyła mu prosto w oczy.
-Draco, wiesz, że cię kocham.
Uniósł jedną brew, ale ręką dał jej znak, by nie przerywała.
-Pamiętam moje zdziwienie. Zaraz potem jednak odezwał się cichy głosik w mojej głowie. Że nie jestem gotowa. Że od teraz wszystko się zmieni. Że mogę wszystko zepsuć przez moje, hm, niedoświadczenie.
-Niedoświadcz...
-Wiem, powinnam zareagować inaczej-Hermiona jawnie go zignorowała.-Byłam jednak w szoku. Wiem, powinnam pójść za tobą, odezwać się, cokolwiek. Po prostu na początku nie dałam rady, a potem było jeszcze trudniej...
-Hm, wiem co czułaś. Miałem to samo. Najpierw to był odruch. Potem miałem do ciebie zadzwonić. Nawet nie wiesz, ile godzin przesiedziałem z palcem zawieszonym kilka centymetrów od zielonej słuchawki obok twojego kontaktu. W końcu jednak zawsze rezygnowałem. Myślałem, że kto jak kto, ale ty nie będziesz się...nie wiem, bała do mnie zadzwonić. I uznałem, że zwyczajnie nie chcesz ze mną gadać.
Zapadła cisza. Trwała, jak im się wydawało, parę godzin, gdy w końcu przerwała ją Hermiona.
-Dlaczego pomagasz biednym? Dlaczego tylko w święta?
-Nie mogłem myśleć o tym czasie. Niemal się go bałem. Chciałem się czymś zająć. Pokazać samemu sobie, że jestem komuś potrzebny.
Hermionę mocno zabolały te słowa, więc odwróciła wzrok.
-Wybacz-mruknął Draco.
-Tak. Ty też. Ekhm. Wybacz.
-Powinnaś teraz powiedzieć, że ci zimno.
-A ty, że dasz mi swoją kurtkę.
-Ty musisz zacząć.
-Ale odpowiedziałbyś tak?
-Zobaczymy.
-Draco?
-Hm.
-Ziimno mii-jęknęła Hermiona jak mała dziewczynka.
-Naprawdę? Idziemy do ciebie. Musisz się rozgrzać!
-Romantyk-prychnęła nienaturalnie głośno dziewczyna.
Ale ich uśmiech mógłby stopić najchłodniejszy lód. I zrobił to. Stopił lód w ich sercach.
Przypadkowy obserwator zauważyłby dwójkę roześmianych jak dzieci ludzi-blondyna z czapką mikołaja, w czarnym garniturze i turkusowym krawacie oraz dziewczynę w długim warkoczu, która próbowała mu ową czapkę odebrać, aż w końcu popchnęła go na śnieg i zaczęła uciekać. Chłopak nie pozostawał jej dłużny i niemal trafił ją w głowę małą śnieżką. Po chwili blondyn zerwał się i pobiegł za dziewczyną, która ledwo zdążyła zamknąć mu drzwi przed nosem i teraz ze śmiechem czekała na hasło. Mężczyzna zastanowił się chwilę, po czym odpowiedział trzema krótkimi słowami, na co reakcją był okrzyk radości i zdziwienia, energiczne i pewne „Tak!” oraz, oczywiście, otwarcie szeroko drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy